Pielęgnacja
Komentarze 4

#zostańwdomu – zabiegi pielęgnacyjne i upiększające, które można wykonać w domu cz. II – włosy

Jak tam Wasz kolejny dzień kwarantanny? Cera totalnie odnowiona, jakby nie Wasza? Kto nie widział, klika <tutaj>, a kto widział leci dalej 😌

Dzisiaj co nieco o włosach. Przybliżę Wam parę ciekawych opcji na domowe eksperymenty, które nie przyprawią Waszego fryzjera o zawał. Teraz bardzo polecam skupić się na pielęgnacji i regeneracji włosów, bo jest odpowiednia chwila. Fryzjerzy nie pracują i każdy, kto regularnie farbuje będzie miał odrost; w dodatku cały kraj siedzi na kwarantannie, więc nie trzeba ich nawet stylizować. Polecam odstawić prostownicę, lakier do włosów i zapraszam na dalszą część wpisu, dla każdego znajdzie się coś dobrego.

🌺 Zabiegi fryzjerskie 🌺

Podstawy pielęgnacji

  • Jeżeli jesteś nowy/a w świadomiej pielęgnacji włosów, polecam zacząć sobie np. u Blond Hair Care <klik> i sprawdzić jej obszerny artykuł dla początkujacej osoby, wraz z odnośnikami do poszczególnych zagadnień. Super spis treści, jest co czytać i wdrażać w życie. 

Oczyszczanie i mycie skóry głowy

Zarówno skórę twarzy jak i głowy należy regularnie peelingować w celu utrzymania prawidłowej równowagi. Usuwamy zrogowaciały naskórek, ewentualne pozostałości po kosmetykach i obumarłe włosy. Regularne oczyszcznie wpływa korzystnie na pracę gruczołów łojowych, pobudza do wzrostu nowe włosy.

  • Peeling cukrowy – najprostrzy na świecie – idziemy do kuchni, bierzemy 2 łyżki cukru (najlepiej trzcinowego, bo jest grubszy), dodajemy do naszej standadowej porcji szamponu i od razu nakładamy na wilgotne włosy, wykonując masaż. Następnie należy spłukać, nałożyć odżywkę do spłukiwania i w zasadzie gotowe.
  • Peeling z sody – drugi najprostrzy przepis na świecie – zasady takie jak powyżej, zamiast cukru bierzemy 2 łyżki sody oczyszczonej. Ten peeling jest mocniejszy, ładnie odbija włosy od nasady. Nie za bardzo nadaje się do wrażliwej skóry i dobrze jest po tym użyć płukanki octowej (płukanka poniżej, w dziale koloryzacji :D).
  • Peeling solny – i jeszcze trzeci, najprostrzy przepis na świecie – tutaj używamy soli morskiej, tak samo 2 łyżki wystarczą – i mieszamy z szamponem. Ten peeling tonizuje i oczyszcza skórę dość mocno, ale również fajnie odbija włosy od nasady. Uwaga jeśli chodzi o wrażliwą skórę. Kiedyś używałam szaponu odbijającego włosy od nasady z Lush’a, który był właśnie z solą morską. Działał naprawdę super, jak będę miała okazję, kupię ponownie.
  • Peeling gotowymi produktami – z rzeczy, które muszę koniecznie spróbować ze względu na dobre składy to: Tricho-peeling oczyszczający skórę głowy od Bandi, szampon peelingujący Mint It Up od Anwen oraz delikatny szampon Wake It Up enzymatyczny kawowy, również od Anwen. Te enzymatyczne produkty są lepsze do wrażliwej skóry głowy.

Pamiętajcie, że myjemy skórę głowy, nie włosy – włosów nie szorujemy szamponem, pozwalamy aby piana ze skóry głowy zadziałała na długości i to w zupełności wystarczy przy standardowej pielęgnacji. Dlatego też wybierając szampon bierzemy pod uwagę potrzeby skóry głowy, nie patrzymy, że szampon jest do zniszczonych włosów.  Polecam wybierać łagodne szampony o prostym (krótkim) składzie. Kiedy nie ma potrzeby głębokiego oczyszczenia włosów, polecam bazować na łagodnych, nieszkodliwych środkach myjących takich jak: Cocamidopryl Betaine, Lauramidopropyl Betaine, Coco Glucoside, Decyl Glucoside. Oraz unikać szamponów z silikonami, ponieważ blokują oddychanie skóry głowy, wzmagają przetłuszczanie i nie pozwalają na absorpcję substancji aktywnych z odżywki.

  • Fajne produkty (dobre składy i działanie, różne składniki odżywcze, bez oblepiających silikonów) mają firmy: Anwen, Orientana, Kemon, Davines, Tołpa, InSight, BarwaAlterra, Only Bio, Yope, Nacomi, Sylveco i Vianek, Equilibra. Te firmy mają w swoich ofertach totalnie różne produkty – te bardziej łagodne i te bardziej oczyszczające do użytku co jakiś czas (jak powyżej już pisałam). Także polecam coś sobie wybrać i poeksperymentować ♥️

Nawilżenie, odżywienie i regeneracja

  • Maseczka silnie nawilżająca (ze strony Marty Klowan) – składniki: 4 łyżki żelu lnianego (przepis na żel jest poniżej, w dziale „efekty specjalne”), 1 łyżka miodu, 1 łyżeczka kwasu hialuronowego. Należy trzymać na włosach ok. 30 minut (do godziny maks, na pewno nie dłużej). Maseczka doskonale nawilży włosy, zrobią się miękkie, łatwiej się będą rozczesywać.
  • Majonezowa maseczka (od Blond Hair Care) – tak to nie żart – maseczka z majonezu. Swego czasu mega hit w internerach. Chociaż działanie i efekty brzmią zachęcająco, nigdy się na nią nie zdecydowałam. Możecie spróbować i zachęcić mnie, może się odważę 🙈 W zasadzie bierzemy majonez z naszej lodówki przed myciem nakładamy go na zwilżone i odsączone ręcznikiem włosy. Taki produkt najlepiej nakładać na cienkie pasma, intensywnie go wsmarowując. Wsadzamy pod czepek i ręcznik, można po kilku minutach dołożyć ulubionej odżywki, żeby lepiej się wchłonęło, a potem łatwiej było zmyć z włosów. A zmywamy po ok. 20-30 miutach. Maseczka to bomba witaminowa dla naszych włosów, ponieważ majonez zawiera w sobie olej, który natłuszcza nasze włosy, więc pomaga utrzymać nawilżenie w łuskach, żółtko jajka jest źródłem protein, które wzmacnia włókna włosów. Ocet zakwasza włosy, a więc wygładza je i nabłyszcza. Cukier to humenktant, który nawilża włosy.
  • Maseczka wygładzająca włosy – z mąki ziemniaczanej (skrobia ziemianiaczana to ten sam produkt, pod inną nazwą), przepis z książki Anwen „Jak dbać o włosy” – składniki: 1 łyżka mąki ziemniaczanej, 2 łyżki dowolnej maski do włosów. Maskę mieszamy z mąką ziemniaczaną, tak aby nie było grudek i nakładamy na umyte i osuszone ręcznikiem włosy. Zostawiamy na ok. 30 minut pod foliowym czepkiem i ręcznikiem, a następnie bardzo dokładnie spłukujemy wodą. Taka maska bardzo mocno wyygładza wlosy i sprawia, że są one prostsze, bardziej sypkie i się nie puszą. Dodatkowo maska ułatwia ich modelowanie i nadaje im blask. Co ciekawe skrobię ziemniaczaną możemy znaleźć w wielu gotowych kosmetykach do włosów, również tych z wysokiej półki.
  • Zabieg nawilżająco-pobrubiający włosy, przy użyciu pianki na poparzenia Panthenol. Głównym składnikiem takiej pianki, dostępnej w każdej aptece jest właśnie pantenol – czyli humektant, który pomaga związać wodę w skórze, włosach i zatrzymać ją na dłużej. Łagodzi również podrażnienia i wspomaga wzrost nowych włosów. Ponadto sprawia, że włosy wydają się grubsze i zdrowsze. Polecam wziąć taką piankę i nałożyć ją na nieumtye włosy, można je lekko zwilżyć i rozczesać, aby pianka lepiej się wchłonęła. Nadaje się również na skórę głowy. Aby wzmocnić efekt można również nałożyć olej na włosy (np. lniany, ze słodkich migdałów, awokado, z pestek malin). Mieszankę możemy trzymać całą noc na włosach i umyć rano, albo krótszą chwilę, według uznania przed myciem. Później należy umyć włosy, nałożyć odżywkę do spłukiwania i zabezpieczyć końcówki włosów silikonowym serum.
  • P.S. Kilka dni temu widziałam w Biedronce maski Garnier Hair Food na promocji, po ok 15/16 zł – na blogu Kosmetologia Naturalnie jest ich porównanie oraz opis składów <klik>, mają nieco różne od siebie działania. Polecam ze względu na duże opakowanie, dobrą cenę i wyjątkowo dobry skład (jak na firmę Garnier).

Koloryzacja

Tutaj chciałabym podkreślić, że nie polecam samodzielnego farbowania odrostów w domu, zwłaszcza jeżeli nie ma się o tym pojęcia. Ewentualnie możecie się na to skusić – ale wtedy musicie liczyć się z większą kwotą za usługę jak już do tego naszego ulubionego fryzjera/ki zawrócimy 😉 Jeżeli już zrobiliście wpadkę na włosach i zastanawiacie się co teraz, Marta Klowan Was nieco uratuje – polecam jej wpis i sprawdzenie jakie macie opcje <klik>.

  • Naturalne, delikatne rozjaśnianie – rumianek – należy zalać 4 saszetki rumianku litrem gorącej wody i zostawić do ostygnięcia. Stosujemy po umyciu włosów i najlepiej jest zamoczyć w niej włosy i przytrzymać przez kilka minut. Nie trzeba jej spłukiwać już, natomiast może ona nieco usztywnić włosy. Lepszy efekt będzie jeżeli wyjdziemy po umyciu na słońce (wiem, że teraz tylko balkon wchodzi w grę ;)).
  • Naturalne, delikatne rozjaśnianie – miód i cytryna – czyli maseczka rozjaśniająca. Mieszamy 2 łyżki miodu z sokiem z połowy cytryny i tą papkę nakładamy na włosy. Aby lepiej się wchłonęła, nakładamy jeszcze czepek foliowy i ręcznik na to. Trzymamy na włosach wg. uznania, a następnie myjemy włosy. Działa nieco słabiej niż rumiankowa płukanka ale zapewnia lepszy poziom nawilżenia (przez miód, który jest natualnym humektantem).
  • Delikatne, już nie takie naturalne rozjaśnianie – efekt włosów muśniętych slońcem polecam uzyskać na spokojnie za pomocą sprawy od Johna Friedy (na zdjęciu), dzięki temu, że jest z atomizerem nie trzeba się jakoś szczególnie zastanawiać nad rozpylaniem. Stosuję go regularnie od paru miesięcy, dawno nie byłam na poprawie koloru u mojego fryzjera i jak widać nieprędko się wybiorę. Daje bardzo naturalny efekt, intenswynośc głównie zależy od częstotliwości stosowania przez nas. Spray zawiera w składzie rozjaśniacz, dlatego też należy się przyłożyć później do pielęgnacji.
  • Po rozjaśnieniu włosów prawie zawsze kolor się ociepla, wychodzi więcej żółtych tonów (to naturalna reakcja). Na szczęście jest kilka sposobów aby je trochę ochłodzić – najłatwiejszym jest szampon – polecam szampon Fanola No Yellow – najmocniejszy jeśli chodzi o pigment i działanie jaki dotychczas miałam okazję spróbować. Swego czasu to był hit na Instagramie i każdy chciał go mieć. Działa naprawdę super. Tanim i całkiem niezłym odpowiednikiem jest Joanna – ale ten Ultra Color System, do włosów rozjaśnianych i siwych, przy czym on ma w sobie niebieski pigment (a ten lepszy jest z kolei na bardziej pomarańczowe tony, te z kolei częściej powstają przy mocnym rozjaśnianiu – o kilka tonów).
  • Naturalne przyciemnianie – najpopularniejsze jest chyba zrobienie płukanki z zielonych łupin orzechów włoskich. Jeżeli nie macie łupin, skorupki również się nadadzą (zadziała delikatniej). Skorupki należy zagotować na małym ogniu przez ok. 30 minut, pod przykryciem. Kiedy woda mocno zbrązowieje, odcedzamy skorupki, a wywar zostawiamy do wystynięcia. Postępujemy podobnie jak z płukanką rumiankową, pomijamy jedynie krok ze słońcem. 
  • Przyciemnianie, podbijanie koloru za pomocą szamponu – tutaj mogę polecić szampon z pigmentem np. od firmy Montibello, linia Colour Reflect – jest złoty, brązowy, miedziany, czerwony i fioletowy. Miałam okazję je testować i widzieć efekty na innych. Są subtelne i zadowolające.
  • Podbijanie pigmentu i szalone koloryzacje z odżywek – takie maski koloryzującej ma w swojej ofercie Artego Color Shine Mask, Davines Alchemic System, Inebrya Kromask.
  • Podbijanie pigmentu i szalone koloryzacje z płukanek – zarówno do ochłodzenia koloru jak i „zafarbowania” włosów na fioletowo super sprawdzi nam się płukanka Delia Cameo. Jeżeli użyjemy kilku kropel to stonujemy nasz blond, jeżeli zaś nałożymy bez rozcieńczania, bezpośrednio na włosy uzyskamy normalny fiolet na włosach. Delia ma w ofercie jeszcze płukankę różową i szarą – na blond włosach można fajnie zaszaleć. Efekt nie będzie permanentny i z czasem się wypłucze. *Takie kolorowe szaleństwo niestety sprawdzi się tylko na rozjaśnionych włosach. Brąz i inne ciemne kolory mają za intesywny (ciemny kolor) aby tęczowe odcienie zadziałały i było je widać. Potrzebują one „jasnego podkładu” czyli blondu. 

Zakwaszanie / utrzymanie koloru na dłużej –  po każdej ingerencji w kolor naszych włosów, warto ten kolor zabezpieczyć przed zbyt szybkim wypłukaniem się / wyblaknięciem i domknąć łuski włosy. Wpływa też pozytywnie na skórę głowy – pomaga zwalczyć łupież, świąd i nadmierną produkcję sebum (przetłuszczanie).

  • Domowa płukanka octowa – znana każdej włosomaniaczce, wykonuje się ją bardzo prosto. Mieszamy litr wody z 1 łyżką octu jabłkowego. Można zrobić podwójną porcję, jeżeli lubicie mocniej wypłukać włosy i litr to za mało. Dodatkowo ocet jabłkowy można zastąpić sokiem z cytryny i również się sprawdzi. Używamy na sam koniec, po umyciu.
  • Gotowa płukanka octowa od Yves Roche – naprawdę kwaśna, naprawdę działająca 😉 nie miałam okazji jej próbować, jednakże jest bardzo chwalona przez włosomaniaczki, faktycznie spełnia swoją funkcję, a włosy są gładkie i lśniące.
  • Balszam zakwaszający np. od Mila 
  • Szampon zakwaszający np. od Joanna czy Stapiz.

Efekty specjalne 😉

  • Botox na włosy – jeden z popularnych i modnych zabiegów w salonach fryzjerskich. Włosy po botoksie są pełne objętości, lśniące i grube. Ciekawe, że kosmetyki, których używa się do tego zabiegu wcale nie mają w składzie toksyny botulinowej, czyli popularnego botoksu. To tak naprawdę  skoncentrowana mieszanka witamin i substancji aktywnych. W związku z tym, możemy spokojnie kupić ampułki w internecie i wykonać sobie taki zabieg w domu. Najpopularniejsze są chyba Kerastase Densifique – kuracja zagęszczająca włosy. Można też wybrać Kallox Pro-Tox Ampoule z keratyną, Alter Ego B.Toxcare Serum Liftingujące do włosów w ampułkach, czy K-time Botox Pro-Age – serum zagęszczające. Zabieg polega na umyciu włosów szamponem mocno oczyszczającym, następnie nakładamy ampułkę na całe włosy, robiąc to dokładnie pasmo po paśmie, zawijamy w czepek i ręcznik. Trzymamy na włosach ok. 30 minut (lub wg. zaleceń producenta), następnie możemy umyć włosy delikatnym szamponem lub tylko wypłukać produkt wodą. Całość zabiegu uzupełnia użycie maski regenerującej (najlepiej brać taką od zestawu, aby efekt był mocniejszy).
  • Zabieg typu PLEX – możliwy do wykonania w domowych warunkach na podobnej zasadzie co botox, czyli po zakupie gotowych produktów. Modę na to zapoczątkował Olaplex – oryginalny produkt. Jest to system pielęgnacji włosów zapobiegający zniszczeniom, osłaniający wrażliwe włosy (nadaje się i często jest stosowany podczas farbowania czy rozjaśniania w salonie fryzjerskim). Pomaga w odbudowie mostków dwusiarczkowych, dzięki temu, włosy nie tracą na jakości, a w zamian odzyskują blask, miękkość i zdrowie. Obecnie można go kupić w wielu miejscach w sieci, pojawiły się również jego zamienniki – np. Nanoplex, Kallos Plex, Ultraplex od Joanny (chyba już wycofany, bo nigdzie nie widzę możliwości zakupu), Sunplex, czy mleczko Oway – Hmilk No Stress (które jak podaje producent również pomaga odbudować mostki dwusiarczkowe). Zabieg przeprowadza się za pomocą kroku numer 2, lub mieszając numer 1 i 2, następnie normalnie myje się włosy łagodnym szamponem i nakłada odżywkę. Aby zatrzymać efekt na dłużej, należy stosować odżywkę od zestawu. Fajne porównanie tych zabiegów i produktów zrobiła Alina Rose na swoim blogu, polecam zernąć, bo ona to wszystko testowała.
  • Laminacja włosów – polega na utworzeniu warstewki zabezpieczającej włosa przed wilgocią i uszkodzeniami. Laminowanie nadaje włosom połysk oraz sprawia, że są wyjątkowo gładkie. Co więcej włosy są nawilżone i miękkie, do tego odporne na czynniki zewnętrzne. W salonie fryzjerskim laminowanie odbywa się za pomocą preparatów zawierających białka fibrylarne (takie jak kolagen i elastyna). W domowych warunkach, możemy taki efekt uzyskać zwykłą galaretką 😁 Tzw. galaretkowanie wykonujemy dowolnie wybraną galaretką, natomiast należy mieć na uwadze, że zawierają one dodatkowe barwniki. W związku z tym, wybierając galaretkę cytrynową czy pomarańczową, może ona „podbić” ciepłe tony we włosach i w rezultacie moga one być bardziej żółte. Jeżeli nie chcecie wpływać w żaden sposób na ich kolor, polecam wybrać bezbrawną. W takiej saszetce największą rolę gra żelatyna, do tego mamy cukier (właściwości nawilżające) i odrobinę kwasku cytrynowego (pomaga domknąć łuski włosa). Proporcje na średniej długości włosy (mniej więcej do ramion): 3 łyżki galaretki, 3 łyżki ciepłej (ale nie za gorącej wody), mieszamy i rozpuszczamy razem z ulubioną odżywką w podobnej proporcji, czyli tutaj również 3 łyżki. Możemy to wymieszać w kąpieli wodnej albo trzepaczką do jajek aby nie było grudek. Przed nałożeniem myjemy włosy dwa razy szamponem, najlepiej żadnym regenerującym czy z silikonami. Następnie nakładamy na całą długość włosów, omijając skórę głowy i trzymamy pod czepkiem (reklamówką ewentualnie jeśli nie mamy czepka) przez ok 30-40 minut. Potem spłukujemy letnią wodą, nie myjemy szamponem, nie nakładamy już dodatkowej odżywki.
  • Laminacja włosów siemieniem lnianym – w poprzedniej bardzo popularnej na blogach, wersji tego zabiegu używa się siemienia lnianego. Jest to lepsza opcja dla wegan, sam zabieg wydaje mi się być nieco badziej skomplikowany w przygotowaniu, daje moim zdaniem nieco delikatniejszy efekt, co za tym idzie – trzeba go powtarzać częściej. Natomiast sprawdza się rewelacyjnie dla kręconych włosów, bo podbija skręt. Różni się od żelatyny tym, że siemię lniane zawiera kwasy tłuszczowe omega-3, więc może jeszcze nieco natłuścić włosy. Jeżeli wolicie tą wersję to przygotwanie odbywa się następująco: 2 łyżki siemienia lnianego zalewamy 1,5 szklanki wody, gotujemy ok. 10-15 minut, mieszając od czasu do czasu, aż nasiona puszczą kleik. Następnie trzeba przecedzić ziarenka (nie chcecie tego wyczesywać z włosów, serio) i odlać do miseczki tylko ten kleik, zostawiamy do ostygnięcia i możemy nakładać na włosy. Tak samo jak powyżej nakładamy na umyte włosy, zawijamy w czepek bądź inną folię i trzymamy do godziny czasu. Następnie płukamy, możemy tą mieszankę nałożyć na skórę głowy, także podczas zmywania można również użyć delikatnego szamponu bez SLS (żeby nie wyszorować sobie od razu tego zabiegu).
  • Jeżeli wygładzenie od laminacji włosów nie jest wystarczające, możemy pokusić się o keratynowe wygładzenie włosów w domu. Zabieg ten jest przeznaczony do intensywanej pielęgnacji i regenracji włosa, a jego efektem ubocznym są wyprostowane włosy. Działa na zasadzie jak opisana wyżej lamiancja – czyli preparat z keratyną i dodatkowymi składnikami jest wprasowany we włosy prostownicą na wysokiej temperaturze, tworząc warstwę okluzyjną na włosach. Przed dokonaniem zabiegu trzeba to przemyśleć i odpowiednio pielęgnować włosy (tylko kosmetyki bez SLS i soli wypłukujących keratynę). Z czasem kiedy keratyna wypłukuje się z włosów, wychodzą niestety ich wszystkie zniszczenia, dlatego niektórym wydaje się, że włosy są bardziej zniszczone po zabiegu niż przed. Są produkty, którymi możemy wykonać to w domu – za pomocą firm np. Encanto (do kupienia na Allegro), Alfaparf, Kativa albo CHI. Nie wrzucam odnośników, bo to jest bardzo obszerny temat do zagłębienia i opis jak się go dokładnie wykonuje jest <tutaj> oraz <tutaj>. 
  • Efekt push-up na włosy – ostatnio weszła nowość do salonów fryzjerskich czyli zabieg push up na włosy, odbijający je od nasady. Jeszcze nie zbadałam dokładnie na czym to polega ale bardzo prostym, tanim i łatwo dostępnym sposobem na objętość (do następnego umycia) jest zastosowanie na skórę głowy krzemionki lub pudru bambusowego lub skrobi ziemniaczanej, ryżowej bądź kukurydzianej. Można je zastosować na wilgotnych włosach i wysuszyć na szczotce albo na suchych (na tej samej zasadzie co suchy szampon), wetrzeć niewielką ilość i przeczesać szczotką.
  • Z gotowych produktów do objętości – Isana ma pięknie pachnący puder (on się nieco lepi, więc polecam niewielkie ilości) oraz można użyć śmiało klasycznego suszego szamponu od Batiste (nie tylko odświeża włosy, ale również odbija od nasady). 

Coś na porost, zagęszczenie

Jeżeli Twoje włosy są na tyle zniszczone, że widać jak bardzo są przerzedzone w porównianiu z kilkoma latami wstecz, albo po prostu są z natury cienkie i rzadkie, to teraz jest dobry czas na eksperymenty pobudzające cebulki do wzrostu. 

  • Domowa wcierka – kozieradka / rosołek – opcja dla odważnych, ponieważ pachnie jak rosół. Dla mnie zapach wyklucza jej używanie, ale wiem, że wiele osób bardzo sobie chwali i faktycznie są efekty, Anwen pisze o niej „cud na wypadające włosy”. Aby sobie przygotować taką wcierkę należy zalać 1 łyżeczkę ziaren ok. 3/4 szklanki wrzącej wody, przykryć szklankę i zaczekać aż się zaparzy oraz ostygnie. Najlepiej będzie przelać mieszankę do opakowania z pipetą albo atomizerem i wcierać w skórę głowy przed myciem. Można zastosować kilka chwil przed myciem albo na całą noc, następnie umyć włosy i nałożyć odżywkę na długości. Kozieradka wzmacnia cebulki, pobudza je do wzrostu oraz ogranicza przetłuszczanie się włosów i odbija je od nasady.
  • Domowa wcierka – krople żołądkowe – coś co znajduje się w prawie każdym domu, łatwe w przygotowaniu. Krople żołądkowe zawierają dużo dobrych ekstraktów np.: wyciąg z ziela dziurawca, liść mięty pieprzowej, korzeń kozłka lekarskiego (waleriana), nalewka z korzenia goryczki. Każdy z nich korzystnie wpływa na skórę głowy – antybakteryjnie, przeciwgrzybiczo, łagodząco i stylumująco. Nie używajcie w stężeniu 100%, zmieszczajcie mniej więcej w proporcji 1:4 (krople:woda), aby nie podrażnić skóry głowy. Taka mieszanka może stać kilka dni, ale najlepiej robić malutkie porcje i wszystko wcierać. Stosujcie kilka chwil przed umyciem włosów, ewentualnie na noc przed myciem,a potem normalnie szampon i odżywka na długość. Modę na tą wcierkę zapoczątkowała Kosmetyczna Hedonistka – możecie do niej zerknąć i zobaczyć jaka jest jej opinia na ten temat. U Agnieszki zaś zerknijcie na polecane krople i te, które niekoniecznie się nadadzą. 
  • Wcierki sklepowe – wcierki Herbaria Co. Banfi (są różne rodzaje), kultowa wcierka z atomizerem Jantar od Farmony, ampułki od Yves Roche, rewelacyjny (naprawdę polecam) tonik od Orientana.
  • Olejki – tani sposób od marki Green Pharmacy, czyli olejek łopianowy z czerwoną papryką (olejek łopianowy wzmacnia strukturę włosów, odżywia ich cebulki, pobudza wzrost, zmniejsza łojotok, a czerwona papryka pobudza mikrokrążenie skóry głowy, ułatwia wnikanie składników aktywnych olejku do korzeni włosów). Kolejny, chyba najpopularniejszy olejek do skóry głowy to Amla (inaczej nazywana agrestem indyjskim), występuje w czystej postaci albo w mieszankach olejków stymulujących wzrost włosów. Dzięki kosmetykowi włosy są elastyczne i sprężyste, a skóra głowy – oczyszczona i odżywiona.
  • Od wewnątrz – picie siemienia lnianego – prosta miksturka do picia na co dzień. 1 łyżkę ziaren zalewamy gorącą wodą, zostawiamy na parę minut i wypijamy całość. Ja sobie mniej więcej raz do roku stosuję i naprawdę fajnie przyspiesza porost (najbardziej widać po odrostach, jak się farbuje regulanie włosy), wzmacnia włosy i paznokcie. Zawsze wypijam to przed utworzeniem się tego charakterystycznego „glutka” i dokładam odrobinę miodu, żeby nie było takie mdłe☺️ 
  • Od wewnątrz – picie drożdży – mnie sam zapach odrzuca do tego stopnia, że jeszcze nigdy się nie skusiłam na picie drożdży ale jest to jeden z bardziej chwalonych i popularnych sposobów na wzrost i zagęszczenie włosów. Przygotowanie jest dość proste: 1/3 lub 1/2 kostki drożdży, rozdrobnić dokładnie w kubeczku i zalać wrzątkiem. Mieszać do momentu, aż utworzy się jednolita konsystencja. Musicie pamiętać, że, drożdże muszą być zalane wrzącą wodą, gdyż wtedy mamy pewność, że nie będą powodowały dolegliwości np. wzdęć. Obszerny tekst na ten temat można przeczytać na blogu Matrusiowy Kuferek oraz u Marty Klowan.
  • Od wewnątrz – picie ziół takich jak pokrzywa i skrzyp – czyli jak to nazywa Anwen: skrzypokrzywa! Polecam kupić je w aptece, są zapakowane w jedną dużą saszetkę i mało przetworzone (prawdziwe badyle). Zalewamy po jednej saszetce gorącą wodą i wypijamy jak herbatę. Skrzypokrzywa działa mocno moczopędnie przez co wypłukuje nam z organizmu niektóre witaminy (z grupy B) i minerały (np. magnez), także ostrożnie z ilością.

Zapraszam do próbowania, wcierania, smarowania w domowym zaciszu i podzielenia się swoimi spostrzeżeniami czy też efektami. Jeżeli macie dodatkowe pytania zapraszam do dyskusji np. pod postem, niecj każdy poczyta, a co 😉 

Za tydzień w środę wieczorem zajmiemy się dłoniami i stopami. Pewnie wiele z Was musiało pozbyć się hybrydy albo zostały jakieś resztki… No i co dalej? W przłyszłym tygodniu przedstawię parę propozycji.

4 komentarze

  1. Anonim napisał(a):

    No i już wiem co będę dzisiaj robić 😁 mam jedno pytanko, jakie proporcje z kroplami żołądkowymi? Krople na łyżki?

    Dzieki!

    Polubienie

    • Anna Jaszcz napisał(a):

      Hej! Nie podałam, bo proporcja jest dowolna. Na jedną aplikację mogą być łyżki stołowe 1 kropli, 4 wody. Najlepiej spróbować, a potem sprawdzić czy to wciąż nie za dużo kropli (będzie chłodno na głowie i będzie uczucie mrowienia 😉). Zależy jak gęstą ma się czuprynę – może być w sam raz, może być za dużo lub za mało.
      Trzymam kciuki, powodzenia ❗️ 😁

      Polubienie

  2. Pingback: #zostańwdomu – zabiegi pielęgnacyjne i upiększające, które można wykonać w domu cz. III – dłonie i stopy | Anna Jaszcz Makeup Artist - makijaż profesjonalny Kraków i okolice (makijaż ślubny, makijaż wieczorowy)

  3. Pingback: #zostańwdomu – zabiegi pielęgnacyjne i upiększające, które można wykonać w domu cz. IV – na piękne ciało | Anna Jaszcz Makeup Artist - makijaż profesjonalny Kraków i okolice (makijaż ślubny, makijaż wieczorowy)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.