Ostatnio zamieszczone

#zostańwdomu – zabiegi pielęgnacyjne i upiększające, które można wykonać w domu cz. IV – na piękne ciało

To już ostatni wpis z cyklu – siedzimy w domu, wypielęgnujmy się 😉

Dzisiaj omówię zabiegi dotyczące całego ciała, jednakże pamiętajcie, że każdą maseczkę nawilżającą, odżywiającą, które już miały okazję się pojawić na blogu, spokojnie można zastosować na inne partie ciała. Nie tylko na twarz. Mam nadzieję, że Wasze twarze są promienne i nawilżone, włosy miękkie i błyszczące, a paznokcie elegancko skrócone, bez odstających skórek. Jeżeli nie, zapraszam serdecznie do sprawdzenia moich poprzednich postów: TWARZ, WŁOSY, DŁONIE I STOPY.

Tymczasem zapraszam na dalszą część tego wpisu, zachęcam do leniuchowania, moczenia się w kąpieli, niebawem musimy wyjść z ukrycia, stawić czoła nowym wyzwaniom. Dlatego też trzeba być odpowienio pięknym i wypielęgnowanym, żeby zmierzyć się z tą nową rzeczywistością. Poniższe propozycje, na pewno pomogą Wam w zrealizowaniu tego celu.

🌺 Pielęgnacja ciała 🌺

Oczyszczanie i złuszczanie

Ponieważ należy oczyszczać i zluszczać skórę na całym naszym ciele, nie tylko na twarzy 😉.

  • Domowy peeling kawowy – mega prosty w przygotowaniu. Bierzemy dowolną kawę parzoną, mieloną, potrzebujemy 2 łyżek. Zaparzamy ją w takiej ilości wody, aby powstała gęsta papka i po ostygnięciu zabieramy ze sobą do łazienki. Aby uzyskać dodatkowe nawilżenie, do peelingu możemy dołożyć olej kokosowy i na tym zakończyć pielęgnację. Po zastosowaniu peelingu skóra jest cudownie miękka i gładka, a my nie zostawiamy po sobie żadnych opakowań po gotowych kosmetykach. Warto użyć po peelingu balsamu do ciała z dobroczynnymi aktywnymi składnikami, albo przejść na dalsze części wpisu i wykonać jakiś zabieg ujędrniający. 
  • Peeling kawowy można również kupić od: Body Boom (ogromny wybór), Mokosh, Organic Shop czy też Alterra
  • Peeling solny – tutaj nasz bazowy składnik, czyli sól ma działanie przeciwzapalne i odkażające, pomaga w zwalczaniu chorób skóry, m.in. chroniąc ją poprzez utworzenie „płaszcza solnego”, który wspomaga nawilżanie skóry. Jak zrobić taki peeling? Najlepiej z soli morskiej lub himalajskiej, oczywiście gruboziarnistej – mieszamy sól z oliwą z oliwek i nakładamy na ciało, delikatnie masując. Zamiest oliwy z oliwek, można użyć oleju lnianego lub kokosowego. Drugi bardzo prosty sposób to zmieszanie soli z naszym ulubionym żelem pod prysznic.
  • Gotowy peeling solny można zakupić u: Fresh&Natural, Mokosh, Nature Queen, Lirene.
  • Peeling cukrowy – kolejny bardzo łatwy sposób na złuszczenie naskórka. Bierzemy pół szklanki cukru o grubych kryształkach, 4 łyżki oliwy z oliwek lub oleju lnianego, kokosowego i masujemy skórę podczas mycia.
  • Gotowy peeling cukrowy można kupić od: Green Pharmacy, Bielenda, Clochee, Fresh&Natural, a Vis Plantis ma w swojej ofercie peeling cukrowo-solny 🙂.

Ujędrnianie, wyszczuplanie

  • Szczotkowanie ciała na sucho – jest to metoda masażu wywodząca się z Azji. Taki masaż to rodzaj peelingu na sucho, martwy naskórek zostaje złuszczony, a skóra staje się napięta, jędrna i wygląda estetyczniej. W dodatku jest gładka i miękka w dotyku, działa więc pozytywnie również na pozbywanie się cellulit. Takie regularne szczotkowanie pomaga również w pozbyciu się wrastających włosków po goleniu. Na początku niestety masaż nie jest jakoś szczególnie przyjemny, ze względu na twarde włosie, ale po czasie odczucia się zmieniają na pozytywne. Jakie ruchy nią wykonujemy? Zaczynamy delikatnie, z czasem nacisk powinien być mocniejszy. Rozpoczynamy od stóp, idziemy w kierunku serca, długimi, posuwistymi i kolistymi ruchami. Instrukcja znajduje się na obrazku poniżej. Odnośnie włosia – koniecznie naturalne, szczotki z włókien roślinnych (np. agawy) są nieco bardziej twarde od tych z włosia zwierzęcego (z dzika czy końskiego). Najwygodniejsze są takie do ręki, z paskiem ułatwiającym trzymanie. Szczotkę można kupić np. w: Mokosh’u, Rossmannie, Shy Deer, The Body Shop, Senelle.
  • Rogowacenie okołomieszkowe – znacie te nieestetyczne kropki na przedramieniach? Tak to się nazywa i powstaje przez nadmierną keratynizację naskórka. Po prostu martwe komórki naskórka zatykają ujścia mieszków włosowych i powstaje czerwona krostka. W takim przypadku bardzo ważne jest regularne złuszczanie, a to możemy łatwo osiągnąć właśnie poprzez szczotkowanie na sucho, przed prysznicem czy kąpielą. Bardzo ważne jest tutaj, to że szczotkowanie nie dokłada na naszą skórę żadnych substancji, które mogą z powrotem te ujścia zapchać (jak w przypadku gotowych peelingów). Do tego warto dołożyć jeszcze kremy z mocznikiem, ponieważ mocznik nawilża i zwiększa elastyczność warstwy rogowej naskórka. w kremach należy szukać również składników takich jak: witamina A i E, enzymy, kwasy owocowe albo salicylowy czy migdałowy. Bardzo ważne są również składniki łagodzące podrażnienie takie jak pantenol, olej tamanu czy konopny. Należy unikać silikonów i parafiny w kremach oraz silnych detergentów takich jak SLS podczas prysznica czy kąpieli.
  • Myjka konopna lub rękawica (ułatwia używanie mydeł w kostce) – podobna w działaniu do szczotkowania na sucho, jest szorstka myjka ze sznurka konopnego (ma on ma naturalne właściwości antybakteryjne, antygrzybicze i anyodorowe), do używania pod prysznicem czy w wannie. Jeżeli nie lubimy „się czesać” na sucho, polecam jeszcze spróbować tego sposobu. Ja taką myjeczkę, a właściwie rękawicę do peelingu zakupiłam w sklepie Wielorazówka (szyta ręcznie) i po prostu używam jej pod prysznicem, podczas mycia.
  • Domowy body wrapping – czyli foliowanie ciała, to jeden z popularniejszych zabiegów gabinetowych na cellulit, wyszczuplenie i ujędrnienie ciała. Stosowany jest również aby pobudzić krążenie w układzie krwionośnym i limfatycznym. Ciepło, które wytwarza się pod folią ma również działanie otwierające pory. Substancje aktywne zawarte w kosmetyku mogą szybko wniknąć w głębokie warstwy skóry przywracając jej jędrność i napięcie, likwidując obrzęki, cellulit i oczyszczając skórę z toksyn. Po zabiegu skóra jest mocno dotleniona i zyskuje zdrowy koloryt. Foliowanie można zastosować na całe ciało, lub poszczególne partie dotknięte cellulitem. Może być także stosowany, aby ujędrnić piersi. Regularne stosowanie może przyczynić się do zmniejszenia obwodu brzucha, ud lub pośladków. Jest to zabieg nieinwazyjny, można go spokojnie zasotosować w warunkach domowych. Przed zabiegiem należy wykonać peeling (np. kawowy, podany powyżej). Na ciało nakładamy gotowy krem ujędrniający lub domową mieszankę – wklepujemy go okrężnymi ruchami, aby została na skórze cieniutka warstwa. Owijamy ciało folią spożywczą – nie za ciasno! Pozostajemy w „inkubatorze” do godziny czasu. Można w tym czasie siedzieć grzecznie pod kocykiem albo wykonywać ćwiczenia (dodatkowo rozgrzejemy skórę). Zdejmujemy folię i jeżeli nadal mamy kosmetyk, wklepujemy go delikanie w skórę. Można go stosować do 2 razy w tygodniu. Oczywiście ważne jest regulane stosowanie, aby zobaczyć pozytywne efekty.
  • Ujędrnianie gotowymi produktami – jeżeli chodzi o produkty ze sklepu, warto wybierać takie z kofeiną (pobudza krążenie) albo algami (wygładza skórę). Polecam np: Resibo specjalistyczny krem ujedrniający, Mokosh specjalistyczny krem antycellulitowy, Eveline Slim Extreme 4D serum termoaktywne, Tołpa Dermo Body wyszczuplający koncentrat modelujący, Babydream Mama oliwka pielęgnująca przeciw rozstępom, GreenPharmacy olejek do masażu antycellulitowy, Orientana olejek antycellulitowy 17 roślin ajurwedy.
  • Ujędrnianie domowymi mieszankami – rewelacyjnie działa na naszą skórę spirulina, która jest odmianą alg, zawierająca kwas gamma linolenowy. Ten między innymi obniża ciśnienie krwi, działa przeciwzapalnie, zapobiega zakrzepom i wpływa korzystnie na wygląd skóry – ujędrnia, wygładza i działa antycellulitowo. Wystarczą 2 łyżki spiruliny zmieszane z wodą, do konsystencji papki. Idealnie nadaje się pod body wrapping. Uwaga na jej właściwości barwiące i speceficzny zapach. 

Nawilżanie i natłuszczanie

  • Po pierwsze polecam picie wody – 1 do 2 litrów dziennie. Można sobie dorzucić cytrynkę, miętę, owoce czy nawet ogórka. Regularne picie wody pomaga utrzymać prawidłowe nawilżenie skóry. Oprócz tego kremy, oleje i mamy wszystko, czego na trzeba.
  • Po prysznicu czy kąpieli warto użyć nawilżającego kosmetyku, który odbuduje ochronną warstwę hydrolipidową skóry. Najlepiej wcierać balsamy bogate w glicerynę, masło shea, miód lub kwas hialuronowy. Te składniki pozwolą intensywnie nawilżyć, odżywić i wygładzić ciało. Szczególną uwagę należy zwrócić łokcie i kolana, gdzie skóra bardzo szybko się przesusza. Jeśli nawilżające balsamy do ciała nie pomagają, można w te miejsca wcierać oliwkę dla dzieci i niemowląt, która mocno natłuszcza i regeneruje skórę.
  • Podrzucam kilka fajnych nowości do ciała, z dobrymi składami, które od niedawna można zakupić w Rossmannie: Eveline Keep Calm and Feel Bio czyli biobalsamy do ciała z olejkiem konopnym, Soraya Plante balsamy do ciała czyli uzupełnienie linii do twarzy (która też jest boska, polecam), Gift Of Nature by Vis Plantis czyli kolekcja balsamów do pięknej skóry, dostępna na wyłączność w Rossmannie, AA Super Fruits&Herbs linia nie tylko balsamów do ciała z ekstra zapachami, YOPE i ich nowa kolekcja balsamów do ciała (nowe kompozycje zapachowe), ONLYBIO poszerzyło ofertę o balsamy do ciała z olejkiem konopnym dla dorosłych i wprowadziło produkty dla dzieci, które śmiało można próbować, nawet jak się już nie jest dzieciakiem, bo są świetne dla skóry atopowej i alergicznej, PetalFresh, które tak jak ONLYBIO miało dotychczas produkty do włosów, zdecydowali się na masła do ciała SUPERFOODS. Jeżeli wypatrzyliście coś jeszcze ciekawego to koniecznie dajcie znać, sama mam ochotę na coś nowego 🙂.

Kąpiele SPA – świetny wybór, jeżeli ktoś ma wannę 😉.

  • Kąpiel borowinowa – to zabieg proponowany w wielu ośrodkach uzdrowiskowych oraz salonach SPA. Borowina to specyficzny rodzaj torfu, który powstał na skutek rozkładu roślin. Charakteryzuje się wysokim przetworzeniem przez bakterie. Wydobywana jest w kopalniach odkrywkowych także w Polsce. Kąpiele borowinowe mają pozytywny wpływ na funkcjonowanie organizmu. Borowina zawiera duże ilości kwasów humusowych i fulwonowych, garbników, bitumin, węglowodanów, białek, a także mikro i makroelementów. Ponadto bogata jest w minerały – wapń, żelazo i krzemionkę oraz związki estrogenne. Dzięki mnogości składników ma działanie: rozgrzewające, przeciwzapalne, bakteriobójcze, stymuluje pracę jajników, regeneracyjne (szczególnie dla skóry), poprawia krążenie, ujędrniające, przeciwzmarszczkowe. Dobroczynne działanie kąpieli borowinowych sprawia, że są one wykorzystywane do leczenia wielu chorób. Stosowane są kąpiele częściowe oraz całkowite. Podczas kąpieli borowinowych całkowitych pacjent  może wykonywać ruchy, co stanowi także ćwiczenie oporowe. Po zabiegu obowiązuje wypoczynek w pozycji leżacej przez 1 godzinę. Kąpiele borowinowe wskazane są w przypadku występowania: przewlekłych zapalnych chorób kręgosłupa, zwyrodnień stawów, reumatyzmu, urazów kości i mięśni, chorób ginekologicznych, nerwobóli, przykurczy, choroby układu nerwowego np. rwa kulszowa, porażenia, wszczepienia endoprotezy biodrowej, cellulitu, zmarszczek i suchej skóry, zakwasów po wzmożonym wysiłku.
  • Kąpiel borowinową możemy przygotować za pomocą: Tołpa kąpiel borowniowa do odnowy biologicznej, Borowinowa SPA kuracja borowinowa.
  • Kąpiel kojąco-oczyszczająca – z książki Adiny Grigore „Szczęśliwa skóra”: 1/2 szklanki soli morskiej, 1/2 płatków owsianych, garść umytego świeżego rozmarynu lub bazylii (można kupić w doniczkach, w Lidlu lub Biedronce), opcjonalnie gumka do związania ziół. Należy zmieszać sól morską i płatki owsiane w dużej misce i dodać razem z ziołami do gorącej kąpieli. Można związać zioła wyżej wspomnianą gumką ale należy upewnić się, że wszystko się porządnie zmieszało. Posiekane lub porwane zioła uwolnią więcej korzystnych enzymów. Po kąpieli należy wziąć prysznic lub wytrzeć się ręcznikiem i wklepać w skórę ulubiony krem, a wannę spłukać. Sól oczyszcza skórę, płatki owsiane działają pododbnie, ale dodatkowo koją wrażliwą lub podrażnioną skórę. Tak samo działają zioła. Oczywiście można użyć innych, ulubionych ziółek do tej kąpieli.
  • Kąpiel w soli Epsom – przypomina zwykłą sól, jednak jej właściwości są dużo bogatsze. Sól Epsom, bo o niej mowa, używana była już przez nasze babcie i wciąż stosowana jest w sanatoriach i uzdrowiskach. Jest związkiem mineralnym siarki i magnezu, znanym też jako sól gorzka. Magnez łagodzi stany zapalne i ułatwia wchłanianie ponad 300 enzymów. W dodatku wspomaga funkcje mięśni, a także zapobiega twardnieniu ścian naczyń krwionośnych. Z kolei siarka poprawia wchłanianie składników odżywczych, wypłukuje toksyny z organizmu i zapobiega migrenom. Sól Epsom można kupić w każdej aptece i kosztuje ok. 10 zł za 0,5 kg. Wystarczą nam 2 szklanki wsypane do gorącej kąpieli. Można dodać również ulubione olejki zapachowe czy zioła. 

Bezpieczne opalanie

Pamiętajcie, że wychodząc na zewnątrz powinno się stosować krem z filtrem, w zasadzie przez cały rok – oprócz ochroną przed ciemniejszym odcieniem skóry, chronimy się również przed negatywnymi skutkami promieni słonecznych – np. fotostarzeniem, zmarszczkami, czy przebarwieniami. Dlatego też, polecam opalanie „z tubki”. Prawidłowo zastosowane, praktycznie nie ma skutków ubocznych. Pamiętajcie aby przed każdym smarowaniem zrobić peeling! Jest to ważne, żeby nie zrobić sobie nieestetycznych plam. Jeżeli używacie czegoś o ciemniejszym odcieniu / mocniejszym działaniu użyjcie do tego rękawicy albo gąbki, żeby nie zabawiło Wam dłoni wewnątrz 🙈. 

  • Moim ulubieńcem zdecydowanie został jakiś czas temu Mokosh brązujący balsam do ciała i twarzy, o zapachu pomarańczy i cynamonu. Czyli nie dość, że zapach cudowny, to jeszcze przyjemne działanie. Jako, że jest to balsam, bardzo dobrze nawilża skórę. Jego składniki aktywne to olej z marchewki, olej z baobabu, olej ze słonecznika, ekstraks z aloesu i z niepokalanka pospolitego, macerat z kwiatu pomarańczy, wosk z borówki, witamina E. W dodatku wegański i cruelty free. Cenię go sobie za właściwości nawilżające oraz za łagodny, naturalny efekt opalenizny na skórze.
  • Aby wybrać coś dla siebie z dobrym, bardziej naturalnym składem, polecam zajrzeć na blog Hushaaabye, gdzie zamieszczony jest wielki spis kosmetyków do opalania w domowym zaciszu.
  • Jeżeli nie lubicie tego charakterystycznego „smrodku” od samoopalacza to polecam czytać skład i wybierać te produkty bez składnika o nazwie Dihydroxyacetone (DHA). Jest to związek cukrowy, który wchodzi w reakcję z aminokwasami warstwy rogowej naszego naskórka i zabarwia go na brązowo. Substancja całkowicie bezpieczna dla skóry ale właśnie on tworzy ten charakterystyczny zapaszek, z którego jak się okazuje można zrezygnować. P.S. Mokosh niestety ma ten związek w składzie i delikatnie można to wyczuć ale inne składniki aktywne pachną tak pięknie, że mnie to zupełnie nie przeszkadza.
  • Naturalne składniki opalające: kakao, kawa, czarna herbata. Kakao potrzebuje bazy olejowej, którą następnie rozprowadza się po skórze. Należy łączyć je ze sproszkowaną gałką muszkatołową i cynamonem, które pozwalają uzyskać głębię koloru. Kawę i herbatę można zaś wlać do pojemnika z atomizerem i spryskać nimi skórę.
  • Domowy olejek brązujący: 1 łyżeczka kakao, 1/4 startej gałki muszkatałowej, 1 łyżeczka cynamonu, ok. 1 łyżeczka płynnego oleju kokosowego (można zwiększyć ilość, tak aby konsystencja była wygodna w użyciu). Wszystkie sładniki należy wlać do buteleczki i zmieszać, mocno potrząsając. Zużywamy wg. zapotrzebowania, oleje wygodniej mi się używa na noc, żeby był czas na wchłonięcie się kosmetyku i nie pobrudzimy nikogo na mieście 😉.
  • Samoopalacz z kawy lub herbaty w sprayu: 2 szklanki wody, 4 torebki czarnej herbaty zagotowane w 2,5 szklankach wody lub 2,5 szklanki schłodzonej kawy (+ do kawy warto dołożyć 1/4 szklanki oleju migdałowego). Wystarczy składniki zmieszać razem i wlać do buteleczki z atomizerem. Zużywać wg. zapotrzebowania, do interesującego nas efektu.

Na dzisiaj to już wszystko. Trzymajcie się zdrowo, dbajcie o siebie (pielęgnacyjnie również) i oby już niedługo niekorzystna sytuacja dla kraju i branży beauty uległa zmianie, a my wszyscy wyjdziemy piękni i zmotywowani do działania ♥️ 💪🏻. 

Zapraszam serdecznie do zaglądania tutaj, ponieważ makijażowe tematy już się szykują i na pewno będzie ciekawie 🙂.

#zostańwdomu – zabiegi pielęgnacyjne i upiększające, które można wykonać w domu cz. II – włosy

Jak tam Wasz kolejny dzień kwarantanny? Cera totalnie odnowiona, jakby nie Wasza? Kto nie widział, klika <tutaj>, a kto widział leci dalej 😌

Dzisiaj co nieco o włosach. Przybliżę Wam parę ciekawych opcji na domowe eksperymenty, które nie przyprawią Waszego fryzjera o zawał. Teraz bardzo polecam skupić się na pielęgnacji i regeneracji włosów, bo jest odpowiednia chwila. Fryzjerzy nie pracują i każdy, kto regularnie farbuje będzie miał odrost; w dodatku cały kraj siedzi na kwarantannie, więc nie trzeba ich nawet stylizować. Polecam odstawić prostownicę, lakier do włosów i zapraszam na dalszą część wpisu, dla każdego znajdzie się coś dobrego.

🌺 Zabiegi fryzjerskie 🌺

Podstawy pielęgnacji

  • Jeżeli jesteś nowy/a w świadomiej pielęgnacji włosów, polecam zacząć sobie np. u Blond Hair Care <klik> i sprawdzić jej obszerny artykuł dla początkujacej osoby, wraz z odnośnikami do poszczególnych zagadnień. Super spis treści, jest co czytać i wdrażać w życie. 

Oczyszczanie i mycie skóry głowy

Zarówno skórę twarzy jak i głowy należy regularnie peelingować w celu utrzymania prawidłowej równowagi. Usuwamy zrogowaciały naskórek, ewentualne pozostałości po kosmetykach i obumarłe włosy. Regularne oczyszcznie wpływa korzystnie na pracę gruczołów łojowych, pobudza do wzrostu nowe włosy.

  • Peeling cukrowy – najprostrzy na świecie – idziemy do kuchni, bierzemy 2 łyżki cukru (najlepiej trzcinowego, bo jest grubszy), dodajemy do naszej standadowej porcji szamponu i od razu nakładamy na wilgotne włosy, wykonując masaż. Następnie należy spłukać, nałożyć odżywkę do spłukiwania i w zasadzie gotowe.
  • Peeling z sody – drugi najprostrzy przepis na świecie – zasady takie jak powyżej, zamiast cukru bierzemy 2 łyżki sody oczyszczonej. Ten peeling jest mocniejszy, ładnie odbija włosy od nasady. Nie za bardzo nadaje się do wrażliwej skóry i dobrze jest po tym użyć płukanki octowej (płukanka poniżej, w dziale koloryzacji :D).
  • Peeling solny – i jeszcze trzeci, najprostrzy przepis na świecie – tutaj używamy soli morskiej, tak samo 2 łyżki wystarczą – i mieszamy z szamponem. Ten peeling tonizuje i oczyszcza skórę dość mocno, ale również fajnie odbija włosy od nasady. Uwaga jeśli chodzi o wrażliwą skórę. Kiedyś używałam szaponu odbijającego włosy od nasady z Lush’a, który był właśnie z solą morską. Działał naprawdę super, jak będę miała okazję, kupię ponownie.
  • Peeling gotowymi produktami – z rzeczy, które muszę koniecznie spróbować ze względu na dobre składy to: Tricho-peeling oczyszczający skórę głowy od Bandi, szampon peelingujący Mint It Up od Anwen oraz delikatny szampon Wake It Up enzymatyczny kawowy, również od Anwen. Te enzymatyczne produkty są lepsze do wrażliwej skóry głowy.

Pamiętajcie, że myjemy skórę głowy, nie włosy – włosów nie szorujemy szamponem, pozwalamy aby piana ze skóry głowy zadziałała na długości i to w zupełności wystarczy przy standardowej pielęgnacji. Dlatego też wybierając szampon bierzemy pod uwagę potrzeby skóry głowy, nie patrzymy, że szampon jest do zniszczonych włosów.  Polecam wybierać łagodne szampony o prostym (krótkim) składzie. Kiedy nie ma potrzeby głębokiego oczyszczenia włosów, polecam bazować na łagodnych, nieszkodliwych środkach myjących takich jak: Cocamidopryl Betaine, Lauramidopropyl Betaine, Coco Glucoside, Decyl Glucoside. Oraz unikać szamponów z silikonami, ponieważ blokują oddychanie skóry głowy, wzmagają przetłuszczanie i nie pozwalają na absorpcję substancji aktywnych z odżywki.

  • Fajne produkty (dobre składy i działanie, różne składniki odżywcze, bez oblepiających silikonów) mają firmy: Anwen, Orientana, Kemon, Davines, Tołpa, InSight, BarwaAlterra, Only Bio, Yope, Nacomi, Sylveco i Vianek, Equilibra. Te firmy mają w swoich ofertach totalnie różne produkty – te bardziej łagodne i te bardziej oczyszczające do użytku co jakiś czas (jak powyżej już pisałam). Także polecam coś sobie wybrać i poeksperymentować ♥️

Nawilżenie, odżywienie i regeneracja

  • Maseczka silnie nawilżająca (ze strony Marty Klowan) – składniki: 4 łyżki żelu lnianego (przepis na żel jest poniżej, w dziale „efekty specjalne”), 1 łyżka miodu, 1 łyżeczka kwasu hialuronowego. Należy trzymać na włosach ok. 30 minut (do godziny maks, na pewno nie dłużej). Maseczka doskonale nawilży włosy, zrobią się miękkie, łatwiej się będą rozczesywać.
  • Majonezowa maseczka (od Blond Hair Care) – tak to nie żart – maseczka z majonezu. Swego czasu mega hit w internerach. Chociaż działanie i efekty brzmią zachęcająco, nigdy się na nią nie zdecydowałam. Możecie spróbować i zachęcić mnie, może się odważę 🙈 W zasadzie bierzemy majonez z naszej lodówki przed myciem nakładamy go na zwilżone i odsączone ręcznikiem włosy. Taki produkt najlepiej nakładać na cienkie pasma, intensywnie go wsmarowując. Wsadzamy pod czepek i ręcznik, można po kilku minutach dołożyć ulubionej odżywki, żeby lepiej się wchłonęło, a potem łatwiej było zmyć z włosów. A zmywamy po ok. 20-30 miutach. Maseczka to bomba witaminowa dla naszych włosów, ponieważ majonez zawiera w sobie olej, który natłuszcza nasze włosy, więc pomaga utrzymać nawilżenie w łuskach, żółtko jajka jest źródłem protein, które wzmacnia włókna włosów. Ocet zakwasza włosy, a więc wygładza je i nabłyszcza. Cukier to humenktant, który nawilża włosy.
  • Maseczka wygładzająca włosy – z mąki ziemniaczanej (skrobia ziemianiaczana to ten sam produkt, pod inną nazwą), przepis z książki Anwen „Jak dbać o włosy” – składniki: 1 łyżka mąki ziemniaczanej, 2 łyżki dowolnej maski do włosów. Maskę mieszamy z mąką ziemniaczaną, tak aby nie było grudek i nakładamy na umyte i osuszone ręcznikiem włosy. Zostawiamy na ok. 30 minut pod foliowym czepkiem i ręcznikiem, a następnie bardzo dokładnie spłukujemy wodą. Taka maska bardzo mocno wyygładza wlosy i sprawia, że są one prostsze, bardziej sypkie i się nie puszą. Dodatkowo maska ułatwia ich modelowanie i nadaje im blask. Co ciekawe skrobię ziemniaczaną możemy znaleźć w wielu gotowych kosmetykach do włosów, również tych z wysokiej półki.
  • Zabieg nawilżająco-pobrubiający włosy, przy użyciu pianki na poparzenia Panthenol. Głównym składnikiem takiej pianki, dostępnej w każdej aptece jest właśnie pantenol – czyli humektant, który pomaga związać wodę w skórze, włosach i zatrzymać ją na dłużej. Łagodzi również podrażnienia i wspomaga wzrost nowych włosów. Ponadto sprawia, że włosy wydają się grubsze i zdrowsze. Polecam wziąć taką piankę i nałożyć ją na nieumtye włosy, można je lekko zwilżyć i rozczesać, aby pianka lepiej się wchłonęła. Nadaje się również na skórę głowy. Aby wzmocnić efekt można również nałożyć olej na włosy (np. lniany, ze słodkich migdałów, awokado, z pestek malin). Mieszankę możemy trzymać całą noc na włosach i umyć rano, albo krótszą chwilę, według uznania przed myciem. Później należy umyć włosy, nałożyć odżywkę do spłukiwania i zabezpieczyć końcówki włosów silikonowym serum.
  • P.S. Kilka dni temu widziałam w Biedronce maski Garnier Hair Food na promocji, po ok 15/16 zł – na blogu Kosmetologia Naturalnie jest ich porównanie oraz opis składów <klik>, mają nieco różne od siebie działania. Polecam ze względu na duże opakowanie, dobrą cenę i wyjątkowo dobry skład (jak na firmę Garnier).

Koloryzacja

Tutaj chciałabym podkreślić, że nie polecam samodzielnego farbowania odrostów w domu, zwłaszcza jeżeli nie ma się o tym pojęcia. Ewentualnie możecie się na to skusić – ale wtedy musicie liczyć się z większą kwotą za usługę jak już do tego naszego ulubionego fryzjera/ki zawrócimy 😉 Jeżeli już zrobiliście wpadkę na włosach i zastanawiacie się co teraz, Marta Klowan Was nieco uratuje – polecam jej wpis i sprawdzenie jakie macie opcje <klik>.

  • Naturalne, delikatne rozjaśnianie – rumianek – należy zalać 4 saszetki rumianku litrem gorącej wody i zostawić do ostygnięcia. Stosujemy po umyciu włosów i najlepiej jest zamoczyć w niej włosy i przytrzymać przez kilka minut. Nie trzeba jej spłukiwać już, natomiast może ona nieco usztywnić włosy. Lepszy efekt będzie jeżeli wyjdziemy po umyciu na słońce (wiem, że teraz tylko balkon wchodzi w grę ;)).
  • Naturalne, delikatne rozjaśnianie – miód i cytryna – czyli maseczka rozjaśniająca. Mieszamy 2 łyżki miodu z sokiem z połowy cytryny i tą papkę nakładamy na włosy. Aby lepiej się wchłonęła, nakładamy jeszcze czepek foliowy i ręcznik na to. Trzymamy na włosach wg. uznania, a następnie myjemy włosy. Działa nieco słabiej niż rumiankowa płukanka ale zapewnia lepszy poziom nawilżenia (przez miód, który jest natualnym humektantem).
  • Delikatne, już nie takie naturalne rozjaśnianie – efekt włosów muśniętych slońcem polecam uzyskać na spokojnie za pomocą sprawy od Johna Friedy (na zdjęciu), dzięki temu, że jest z atomizerem nie trzeba się jakoś szczególnie zastanawiać nad rozpylaniem. Stosuję go regularnie od paru miesięcy, dawno nie byłam na poprawie koloru u mojego fryzjera i jak widać nieprędko się wybiorę. Daje bardzo naturalny efekt, intenswynośc głównie zależy od częstotliwości stosowania przez nas. Spray zawiera w składzie rozjaśniacz, dlatego też należy się przyłożyć później do pielęgnacji.
  • Po rozjaśnieniu włosów prawie zawsze kolor się ociepla, wychodzi więcej żółtych tonów (to naturalna reakcja). Na szczęście jest kilka sposobów aby je trochę ochłodzić – najłatwiejszym jest szampon – polecam szampon Fanola No Yellow – najmocniejszy jeśli chodzi o pigment i działanie jaki dotychczas miałam okazję spróbować. Swego czasu to był hit na Instagramie i każdy chciał go mieć. Działa naprawdę super. Tanim i całkiem niezłym odpowiednikiem jest Joanna – ale ten Ultra Color System, do włosów rozjaśnianych i siwych, przy czym on ma w sobie niebieski pigment (a ten lepszy jest z kolei na bardziej pomarańczowe tony, te z kolei częściej powstają przy mocnym rozjaśnianiu – o kilka tonów).
  • Naturalne przyciemnianie – najpopularniejsze jest chyba zrobienie płukanki z zielonych łupin orzechów włoskich. Jeżeli nie macie łupin, skorupki również się nadadzą (zadziała delikatniej). Skorupki należy zagotować na małym ogniu przez ok. 30 minut, pod przykryciem. Kiedy woda mocno zbrązowieje, odcedzamy skorupki, a wywar zostawiamy do wystynięcia. Postępujemy podobnie jak z płukanką rumiankową, pomijamy jedynie krok ze słońcem. 
  • Przyciemnianie, podbijanie koloru za pomocą szamponu – tutaj mogę polecić szampon z pigmentem np. od firmy Montibello, linia Colour Reflect – jest złoty, brązowy, miedziany, czerwony i fioletowy. Miałam okazję je testować i widzieć efekty na innych. Są subtelne i zadowolające.
  • Podbijanie pigmentu i szalone koloryzacje z odżywek – takie maski koloryzującej ma w swojej ofercie Artego Color Shine Mask, Davines Alchemic System, Inebrya Kromask.
  • Podbijanie pigmentu i szalone koloryzacje z płukanek – zarówno do ochłodzenia koloru jak i „zafarbowania” włosów na fioletowo super sprawdzi nam się płukanka Delia Cameo. Jeżeli użyjemy kilku kropel to stonujemy nasz blond, jeżeli zaś nałożymy bez rozcieńczania, bezpośrednio na włosy uzyskamy normalny fiolet na włosach. Delia ma w ofercie jeszcze płukankę różową i szarą – na blond włosach można fajnie zaszaleć. Efekt nie będzie permanentny i z czasem się wypłucze. *Takie kolorowe szaleństwo niestety sprawdzi się tylko na rozjaśnionych włosach. Brąz i inne ciemne kolory mają za intesywny (ciemny kolor) aby tęczowe odcienie zadziałały i było je widać. Potrzebują one „jasnego podkładu” czyli blondu. 

Zakwaszanie / utrzymanie koloru na dłużej –  po każdej ingerencji w kolor naszych włosów, warto ten kolor zabezpieczyć przed zbyt szybkim wypłukaniem się / wyblaknięciem i domknąć łuski włosy. Wpływa też pozytywnie na skórę głowy – pomaga zwalczyć łupież, świąd i nadmierną produkcję sebum (przetłuszczanie).

  • Domowa płukanka octowa – znana każdej włosomaniaczce, wykonuje się ją bardzo prosto. Mieszamy litr wody z 1 łyżką octu jabłkowego. Można zrobić podwójną porcję, jeżeli lubicie mocniej wypłukać włosy i litr to za mało. Dodatkowo ocet jabłkowy można zastąpić sokiem z cytryny i również się sprawdzi. Używamy na sam koniec, po umyciu.
  • Gotowa płukanka octowa od Yves Roche – naprawdę kwaśna, naprawdę działająca 😉 nie miałam okazji jej próbować, jednakże jest bardzo chwalona przez włosomaniaczki, faktycznie spełnia swoją funkcję, a włosy są gładkie i lśniące.
  • Balszam zakwaszający np. od Mila 
  • Szampon zakwaszający np. od Joanna czy Stapiz.

Efekty specjalne 😉

  • Botox na włosy – jeden z popularnych i modnych zabiegów w salonach fryzjerskich. Włosy po botoksie są pełne objętości, lśniące i grube. Ciekawe, że kosmetyki, których używa się do tego zabiegu wcale nie mają w składzie toksyny botulinowej, czyli popularnego botoksu. To tak naprawdę  skoncentrowana mieszanka witamin i substancji aktywnych. W związku z tym, możemy spokojnie kupić ampułki w internecie i wykonać sobie taki zabieg w domu. Najpopularniejsze są chyba Kerastase Densifique – kuracja zagęszczająca włosy. Można też wybrać Kallox Pro-Tox Ampoule z keratyną, Alter Ego B.Toxcare Serum Liftingujące do włosów w ampułkach, czy K-time Botox Pro-Age – serum zagęszczające. Zabieg polega na umyciu włosów szamponem mocno oczyszczającym, następnie nakładamy ampułkę na całe włosy, robiąc to dokładnie pasmo po paśmie, zawijamy w czepek i ręcznik. Trzymamy na włosach ok. 30 minut (lub wg. zaleceń producenta), następnie możemy umyć włosy delikatnym szamponem lub tylko wypłukać produkt wodą. Całość zabiegu uzupełnia użycie maski regenerującej (najlepiej brać taką od zestawu, aby efekt był mocniejszy).
  • Zabieg typu PLEX – możliwy do wykonania w domowych warunkach na podobnej zasadzie co botox, czyli po zakupie gotowych produktów. Modę na to zapoczątkował Olaplex – oryginalny produkt. Jest to system pielęgnacji włosów zapobiegający zniszczeniom, osłaniający wrażliwe włosy (nadaje się i często jest stosowany podczas farbowania czy rozjaśniania w salonie fryzjerskim). Pomaga w odbudowie mostków dwusiarczkowych, dzięki temu, włosy nie tracą na jakości, a w zamian odzyskują blask, miękkość i zdrowie. Obecnie można go kupić w wielu miejscach w sieci, pojawiły się również jego zamienniki – np. Nanoplex, Kallos Plex, Ultraplex od Joanny (chyba już wycofany, bo nigdzie nie widzę możliwości zakupu), Sunplex, czy mleczko Oway – Hmilk No Stress (które jak podaje producent również pomaga odbudować mostki dwusiarczkowe). Zabieg przeprowadza się za pomocą kroku numer 2, lub mieszając numer 1 i 2, następnie normalnie myje się włosy łagodnym szamponem i nakłada odżywkę. Aby zatrzymać efekt na dłużej, należy stosować odżywkę od zestawu. Fajne porównanie tych zabiegów i produktów zrobiła Alina Rose na swoim blogu, polecam zernąć, bo ona to wszystko testowała.
  • Laminacja włosów – polega na utworzeniu warstewki zabezpieczającej włosa przed wilgocią i uszkodzeniami. Laminowanie nadaje włosom połysk oraz sprawia, że są wyjątkowo gładkie. Co więcej włosy są nawilżone i miękkie, do tego odporne na czynniki zewnętrzne. W salonie fryzjerskim laminowanie odbywa się za pomocą preparatów zawierających białka fibrylarne (takie jak kolagen i elastyna). W domowych warunkach, możemy taki efekt uzyskać zwykłą galaretką 😁 Tzw. galaretkowanie wykonujemy dowolnie wybraną galaretką, natomiast należy mieć na uwadze, że zawierają one dodatkowe barwniki. W związku z tym, wybierając galaretkę cytrynową czy pomarańczową, może ona „podbić” ciepłe tony we włosach i w rezultacie moga one być bardziej żółte. Jeżeli nie chcecie wpływać w żaden sposób na ich kolor, polecam wybrać bezbrawną. W takiej saszetce największą rolę gra żelatyna, do tego mamy cukier (właściwości nawilżające) i odrobinę kwasku cytrynowego (pomaga domknąć łuski włosa). Proporcje na średniej długości włosy (mniej więcej do ramion): 3 łyżki galaretki, 3 łyżki ciepłej (ale nie za gorącej wody), mieszamy i rozpuszczamy razem z ulubioną odżywką w podobnej proporcji, czyli tutaj również 3 łyżki. Możemy to wymieszać w kąpieli wodnej albo trzepaczką do jajek aby nie było grudek. Przed nałożeniem myjemy włosy dwa razy szamponem, najlepiej żadnym regenerującym czy z silikonami. Następnie nakładamy na całą długość włosów, omijając skórę głowy i trzymamy pod czepkiem (reklamówką ewentualnie jeśli nie mamy czepka) przez ok 30-40 minut. Potem spłukujemy letnią wodą, nie myjemy szamponem, nie nakładamy już dodatkowej odżywki.
  • Laminacja włosów siemieniem lnianym – w poprzedniej bardzo popularnej na blogach, wersji tego zabiegu używa się siemienia lnianego. Jest to lepsza opcja dla wegan, sam zabieg wydaje mi się być nieco badziej skomplikowany w przygotowaniu, daje moim zdaniem nieco delikatniejszy efekt, co za tym idzie – trzeba go powtarzać częściej. Natomiast sprawdza się rewelacyjnie dla kręconych włosów, bo podbija skręt. Różni się od żelatyny tym, że siemię lniane zawiera kwasy tłuszczowe omega-3, więc może jeszcze nieco natłuścić włosy. Jeżeli wolicie tą wersję to przygotwanie odbywa się następująco: 2 łyżki siemienia lnianego zalewamy 1,5 szklanki wody, gotujemy ok. 10-15 minut, mieszając od czasu do czasu, aż nasiona puszczą kleik. Następnie trzeba przecedzić ziarenka (nie chcecie tego wyczesywać z włosów, serio) i odlać do miseczki tylko ten kleik, zostawiamy do ostygnięcia i możemy nakładać na włosy. Tak samo jak powyżej nakładamy na umyte włosy, zawijamy w czepek bądź inną folię i trzymamy do godziny czasu. Następnie płukamy, możemy tą mieszankę nałożyć na skórę głowy, także podczas zmywania można również użyć delikatnego szamponu bez SLS (żeby nie wyszorować sobie od razu tego zabiegu).
  • Jeżeli wygładzenie od laminacji włosów nie jest wystarczające, możemy pokusić się o keratynowe wygładzenie włosów w domu. Zabieg ten jest przeznaczony do intensywanej pielęgnacji i regenracji włosa, a jego efektem ubocznym są wyprostowane włosy. Działa na zasadzie jak opisana wyżej lamiancja – czyli preparat z keratyną i dodatkowymi składnikami jest wprasowany we włosy prostownicą na wysokiej temperaturze, tworząc warstwę okluzyjną na włosach. Przed dokonaniem zabiegu trzeba to przemyśleć i odpowiednio pielęgnować włosy (tylko kosmetyki bez SLS i soli wypłukujących keratynę). Z czasem kiedy keratyna wypłukuje się z włosów, wychodzą niestety ich wszystkie zniszczenia, dlatego niektórym wydaje się, że włosy są bardziej zniszczone po zabiegu niż przed. Są produkty, którymi możemy wykonać to w domu – za pomocą firm np. Encanto (do kupienia na Allegro), Alfaparf, Kativa albo CHI. Nie wrzucam odnośników, bo to jest bardzo obszerny temat do zagłębienia i opis jak się go dokładnie wykonuje jest <tutaj> oraz <tutaj>. 
  • Efekt push-up na włosy – ostatnio weszła nowość do salonów fryzjerskich czyli zabieg push up na włosy, odbijający je od nasady. Jeszcze nie zbadałam dokładnie na czym to polega ale bardzo prostym, tanim i łatwo dostępnym sposobem na objętość (do następnego umycia) jest zastosowanie na skórę głowy krzemionki lub pudru bambusowego lub skrobi ziemniaczanej, ryżowej bądź kukurydzianej. Można je zastosować na wilgotnych włosach i wysuszyć na szczotce albo na suchych (na tej samej zasadzie co suchy szampon), wetrzeć niewielką ilość i przeczesać szczotką.
  • Z gotowych produktów do objętości – Isana ma pięknie pachnący puder (on się nieco lepi, więc polecam niewielkie ilości) oraz można użyć śmiało klasycznego suszego szamponu od Batiste (nie tylko odświeża włosy, ale również odbija od nasady). 

Coś na porost, zagęszczenie

Jeżeli Twoje włosy są na tyle zniszczone, że widać jak bardzo są przerzedzone w porównianiu z kilkoma latami wstecz, albo po prostu są z natury cienkie i rzadkie, to teraz jest dobry czas na eksperymenty pobudzające cebulki do wzrostu. 

  • Domowa wcierka – kozieradka / rosołek – opcja dla odważnych, ponieważ pachnie jak rosół. Dla mnie zapach wyklucza jej używanie, ale wiem, że wiele osób bardzo sobie chwali i faktycznie są efekty, Anwen pisze o niej „cud na wypadające włosy”. Aby sobie przygotować taką wcierkę należy zalać 1 łyżeczkę ziaren ok. 3/4 szklanki wrzącej wody, przykryć szklankę i zaczekać aż się zaparzy oraz ostygnie. Najlepiej będzie przelać mieszankę do opakowania z pipetą albo atomizerem i wcierać w skórę głowy przed myciem. Można zastosować kilka chwil przed myciem albo na całą noc, następnie umyć włosy i nałożyć odżywkę na długości. Kozieradka wzmacnia cebulki, pobudza je do wzrostu oraz ogranicza przetłuszczanie się włosów i odbija je od nasady.
  • Domowa wcierka – krople żołądkowe – coś co znajduje się w prawie każdym domu, łatwe w przygotowaniu. Krople żołądkowe zawierają dużo dobrych ekstraktów np.: wyciąg z ziela dziurawca, liść mięty pieprzowej, korzeń kozłka lekarskiego (waleriana), nalewka z korzenia goryczki. Każdy z nich korzystnie wpływa na skórę głowy – antybakteryjnie, przeciwgrzybiczo, łagodząco i stylumująco. Nie używajcie w stężeniu 100%, zmieszczajcie mniej więcej w proporcji 1:4 (krople:woda), aby nie podrażnić skóry głowy. Taka mieszanka może stać kilka dni, ale najlepiej robić malutkie porcje i wszystko wcierać. Stosujcie kilka chwil przed umyciem włosów, ewentualnie na noc przed myciem,a potem normalnie szampon i odżywka na długość. Modę na tą wcierkę zapoczątkowała Kosmetyczna Hedonistka – możecie do niej zerknąć i zobaczyć jaka jest jej opinia na ten temat. U Agnieszki zaś zerknijcie na polecane krople i te, które niekoniecznie się nadadzą. 
  • Wcierki sklepowe – wcierki Herbaria Co. Banfi (są różne rodzaje), kultowa wcierka z atomizerem Jantar od Farmony, ampułki od Yves Roche, rewelacyjny (naprawdę polecam) tonik od Orientana.
  • Olejki – tani sposób od marki Green Pharmacy, czyli olejek łopianowy z czerwoną papryką (olejek łopianowy wzmacnia strukturę włosów, odżywia ich cebulki, pobudza wzrost, zmniejsza łojotok, a czerwona papryka pobudza mikrokrążenie skóry głowy, ułatwia wnikanie składników aktywnych olejku do korzeni włosów). Kolejny, chyba najpopularniejszy olejek do skóry głowy to Amla (inaczej nazywana agrestem indyjskim), występuje w czystej postaci albo w mieszankach olejków stymulujących wzrost włosów. Dzięki kosmetykowi włosy są elastyczne i sprężyste, a skóra głowy – oczyszczona i odżywiona.
  • Od wewnątrz – picie siemienia lnianego – prosta miksturka do picia na co dzień. 1 łyżkę ziaren zalewamy gorącą wodą, zostawiamy na parę minut i wypijamy całość. Ja sobie mniej więcej raz do roku stosuję i naprawdę fajnie przyspiesza porost (najbardziej widać po odrostach, jak się farbuje regulanie włosy), wzmacnia włosy i paznokcie. Zawsze wypijam to przed utworzeniem się tego charakterystycznego „glutka” i dokładam odrobinę miodu, żeby nie było takie mdłe☺️ 
  • Od wewnątrz – picie drożdży – mnie sam zapach odrzuca do tego stopnia, że jeszcze nigdy się nie skusiłam na picie drożdży ale jest to jeden z bardziej chwalonych i popularnych sposobów na wzrost i zagęszczenie włosów. Przygotowanie jest dość proste: 1/3 lub 1/2 kostki drożdży, rozdrobnić dokładnie w kubeczku i zalać wrzątkiem. Mieszać do momentu, aż utworzy się jednolita konsystencja. Musicie pamiętać, że, drożdże muszą być zalane wrzącą wodą, gdyż wtedy mamy pewność, że nie będą powodowały dolegliwości np. wzdęć. Obszerny tekst na ten temat można przeczytać na blogu Matrusiowy Kuferek oraz u Marty Klowan.
  • Od wewnątrz – picie ziół takich jak pokrzywa i skrzyp – czyli jak to nazywa Anwen: skrzypokrzywa! Polecam kupić je w aptece, są zapakowane w jedną dużą saszetkę i mało przetworzone (prawdziwe badyle). Zalewamy po jednej saszetce gorącą wodą i wypijamy jak herbatę. Skrzypokrzywa działa mocno moczopędnie przez co wypłukuje nam z organizmu niektóre witaminy (z grupy B) i minerały (np. magnez), także ostrożnie z ilością.

Zapraszam do próbowania, wcierania, smarowania w domowym zaciszu i podzielenia się swoimi spostrzeżeniami czy też efektami. Jeżeli macie dodatkowe pytania zapraszam do dyskusji np. pod postem, niecj każdy poczyta, a co 😉 

Za tydzień w środę wieczorem zajmiemy się dłoniami i stopami. Pewnie wiele z Was musiało pozbyć się hybrydy albo zostały jakieś resztki… No i co dalej? W przłyszłym tygodniu przedstawię parę propozycji.

#zostańwdomu – zabiegi pielęgnacyjne i upiększające, które można wykonać w domu cz. III – dłonie i stopy

Dzisiaj mini przegląd zabiegów i ciekawostek dotyczących pielęgnacji dłoni i stóp. Oraz jak ogarnąć paznokcie?! Czyli o hydrydzie w czasach zarazy 😉 Zwłaszcza pisząc o hybrydzie, wspomogę się profesjonalną wiedzą mojej koleżanki Viktorii, która jest stylistką paznokci. Wcześniej stworzyłam również wpis o zabiegach na twarz <klik> oraz na włosy <klik>. Oczywiście tam również polecam zajrzeć.

Zapraszam zatem na dalszą część wpisu, poruszę tematy higieny rąk, pielęgnacji, zwłaszcza teraz, kiedy mamy podrażnienia czy pękającą skórę, co zrobić z hybrydą, której długość odrostu woła o pomstę do nieba oraz jak się zrelaksować i zrobić sobie udaną kąpiel stóp np. podczas oglądania ulubionego serialu.

🌺 SPA dla dłoni 🌺

  • Bardzo ważna i istotna kwestia podczas aktualnej sytuacji w naszym kraju – prawidłowe mycie rąk. Złośliwi twierdzą, że nasza cywilizacja ma się za taką zaawansowaną, tymczasem jest rok 2020, a my uczymy się jak myć ręce 😉 Good job humanity 😉 TUTAJ znajdziecie instrukcję jak prawidłowo myć ręce. Dodatkowo TUTAJ ile powinno trwać czyli #30SekundDlaZrowia (tylko nie marnujcie tyle wody).

Po częstym i odpowiednio długim myciu rąk, często pojawiają się na naszej skórze zaczerwienienia, skóra jest sucha, szorstka wręcz, a czasami nawet pęka. Dzieje się tak dlatego, że wodą i mydłem naruszamy naszą warstwę hydrolipidową skóry, którą to należy odbudować. Po każdym myciu rąk należy je posmarować kremem do rąk, aby zapobiec dalszym uszkodzeniom. Jeżeli jednak tak się stanie i skóra będzie w złym stanie, to oznacza, że oprócz nawilżania musimy również skórę natłuścić. Natłuszczenie tworzy warstwę ochronną, która zapobiega „uciekaniu” nawilżenia z naszej skóry – w takim dużym skrócie i uproszczeniu pisząc.

  • Nawilżenie skóry rąk – Happy Rabbit na swoim blogu umieściła obszerną listę wegańskich kremów i polecam bardzo tam zajrzeć, bo wiem że składy również będą dla nas dobre, jest w czym wybrać.
  • Oprócz tego polecam krem do rąk łączący funkcję nawilżania i natłuszczania, ponieważ ma substancje łagodzące, pomagające wiązać wodę w skórze oraz natłuszczające oleje i masła – Babydream Med
  • Natłuszczenie skóry rąk z apteki – tłuściutkie substancje, które pomogą zabezpieczyć skórę w tych trudnych czasach, a kosztują kilka złotych – Alantan Dermoline za ok. 8 zł, półtłusty krem z wit. A i E // Retimax 1500 za ok. 5 zł, maść witaminą A // Aflofarm maść tranowa, za 3 zł, na trudno gojące się rany // Cerkoderm 30, za ok. 19 zł, krem z mocznikiem (jest też do wyboru mniejsze i wyższe stężenie mocznika) // Apteo Care wazelina z dodatkiem wit. E, za niecałe 3 zł // Ziaja lanolina kosmetyczna za niecałe 10 zł.
  • Natłuszczenie skóry rąk w domu – kompres parafinowy – ciepła parafina otwiera pory skóry i substancje odżywcze zawarte w kremie są lepiej wchłaniane. Parafinę (parafina stała, na jeden zabieg wystarczy kupić 100 g – na wagę w aptece ok. 23 zł/kg) roztop w naczyniu zanurzonym w garnku z wrzątkiem. Poczekaj aż parafina przestygnie. Dłonie posmaruj kremem odżywczym, po czym szybko zanurz je w parafinie, trzymając palce osobno. Gdy utworzy się na nich skorupka, wsuń je w foliowe rękawiczki i otul ręcznikiem. Po 15 minutach zdejmij parafinę i wmasuj w dłonie krem odżywczy.
  • Natłuszczenie skóry rąk w domu – oleje – tutaj polecam po użyciu kremu, wmasować jeszcze oleje, takie jak: oliwa z oliwek, olej rzepakowy, olej kokosowy, olej rycynowy, olej arganowy, olej z awokado, olej z wiesiołka. Do tego jeszcze polecam spróbować masło kakaowe albo shea ♥️
  • Zabieg aksamitne dłonie – fajną opcję wypatrzyłam u Lirene, czyli mamy do dyspozycji saszetkę podzieloną na dwie części. Jedna z nich to peeling, który usuwa martwy naskórek, a druga to rękawiczki nasączone maską. Nakładamy je na ok. 30 minut i wyrzucamy.
  • Zabieg aksamitne dłonie domowym sposobem – peeling: np. cukrowo-cytrynowy, który usunie martwy naskórek i rozjaśni nam skórę, usuwając przebarwienia – 1 łyżkę oliwki dla dzieci albo oliwy z oliwek mieszamy z 1 łyżką cukru i ok. 4-5 łyżkami soku z cytryny. Następnie masujemy dłonie, osobno każdy palec. Masaż powinien trwać ok. 5 minut. Po spłukaniu peelingu letnią wodą nakladamy maseczkę: np. wygładzającą z jogurtu: mieszamy małe opakowanie jogurtu naturalnego bez cukru z 1 łyżką oliwy z oliwek, nakładamy na ok 10-15 minut i spłukujemy. Albo bogatszą opcję natłuszczająco-regenerującą: mieszamy 2 łyżki lanoliny (jak już wyżej wspomniałam, dostępna za kilka złotych w aptece) z łyżeczką oleju z migdałów oraz 1/2 żółtką jajka. Nakładamy na kilkanaście minut albo nawet na całą noc. W takim przypadku polecam zaopatrzeć się w bawełniane rękawiczki, np. takie jak ma Rossmann <klik> i zabezpieczyć maseczkę.
  • A jak zabiegi z rękawiczkami nam się spodobają, to BingoSpa ma dostępną całą kurację „Jedwabne rękawiczki”, która powinna wystarczyć na ok. 7 razy. 
  • Ochronna kąpiel lniana – zapewni skórze dłoni ochronę przed czynnikami zewnętrznymi, środowiskowymi oraz pomoże zachować jędrność i elastyczność skóry. Wystarczy 2 łyżki siemienia lnianego zalać wodą i gotować kilka minut. Potem zaczekać aż wywar wystygnie i zamoczyć w nim dłonie na 10-15 minut. Po wyjęciu posmarować ulubionym kremem 😊
     

🌺 Manicure 🌺

Jak już wspomniałam na początku, wiele z nas ma na paznokciach nałożoną hybrydę, odrost robi się niebiezpiecznie duży, a salony stylizacji paznokci nie wiadomo kiedy się otworzą ponownie… Co zrobić? W opracowaniu tekstu pomogła mi Viktoriia, właścicielka salonu Viktoriia’s Nails & Beauty Garden w Krakowie.

  • Masz hybrydę i boisz się ściągnąć – w zasadzie to bardzo dobrze, najlepiej taką hybrydę „zostawić w spokoju” i oddać się w ręce profesjonalisty. Z drugiej strony producenci żelów czy lakierów hybrydowych zalecają trzymać ja na naszych paznokciach maksymalnie 21 dni, po tym czasie niestety masa nałożona na paznokcie może się kruszyć lub odrywać od płytki paznokcia, bo wiązania utworzone pod wpływem lampy nie są już aż tak trwałe i ulegają zniszczeniu. Poniżej przeczytacie jakie jeszcze mamy opcje do wyboru.
  • Za długi paznokieć, powodujący dyskomfort – jeżeli potrzebujemy skrócić paznokcie, a hybryda czy żel nadal się dobrze trzymają to powinniśmy użyć pilnika o gradacji 180, ewentualnie 100 (ten się bardziej nadaje do sztucznego materiału ale jest bardziej chropowaty przez co może to być mniej komfortowe w użyciu). Niestety przy takim samodzielnym spiłowaniu sztucznej masy i płytki następuje przerwanie ciągu paznokcia, przy wolnym brzegu, co może powodować dalsze pęknięcia czy uszkodzenia. Stylistki tego nie robią podczas zabiegu, więc nie ma tego ryzyka w salonie i trzeba mieć to na uwadze.
  • Pęknięty paznokieć z hybrydą – ściągamy całość. Pod żadnym pozorem nie sklejamy tego ponownie, a już zwłaszcza artykułami nie przeznaczonymi do paznokci, co nie jest przebadane dermatologicznie (np. klej „kropelka” – Viktoriia mówi, że słyszała o takich pomysłach 😱). Proszę nie róbcie takich rzeczy, bo może dojść do chemicznego poparzenia i uszkodzić sobie trwale płytkę paznokcia. Przy próbie naprawiania takiego uszkodzenia zmienia się struktura paznokcia i hybrydy – więc ponownie, może to powodować dalsze uszkodzenia i niekoniecznie nasze zaklejanie pomoże, a wręcz przeciwnie. Czyli najlepiej jest to zdjąć, a paznokcia skrócić ile się da.
  • Paznokcie nie nadają się do dalszego noszenia – ściągamy hybrydę w domu. Aby zrobić to w miarę bezpiecznie, potrzebujemy: Aceton lub płyn do ściągania hybryd bez acetonu, waciki do nasączania, drewniany patyczek, pilnik najlepiej taki łączony o gradacji 100/180, folia aluminiowa, polerka o gradacji ok. 240, oliwka albo tłusty krem. Używając pilnika 100 grid musimy spiłować top i dojść do warstwy z kolorem, namaczamy waciki w acetonie lub płynie i owijamy je folią, trzymamy ok. 15-20 minut i zdejmujemy waciki z folią. Później ściągamy patyczkiem drewnianym zmiękczoną warstwę i piłujemy pilniczkiem 180 i skracamy wg. uznania. Jeżeli obawiamy się o plytkę, to można zostawić trochę bazy na paznokciach i stopniowo pozbywać się jej za pomocą bloczka polerskiego. Następnie natłuszczamy skórki i płytkę oliwką lub kremem.
  • Zdjęłam hybrydę – co dalej? Jak odbudować płytkę? No więc tutaj smutna prawda, ponieważ żadna odżywka nie regeneruje płytki. Wszystkie odżywki dostępne na naszym rynku kosmetycznym powodują tylko tymczasowe „sklejenie” warstw płytki – czyli takiej rozdwojonej. Nasze paznokcie to elastyczna, ale twarda rogowa płytka, zbudowana ze 100-150 warstw. W dodatku płytka ta jest zupełnie martwa i nie wchłania się w nią zupełnie nic, oprócz molekuł wody (nawet aceton tam nie przenika). Płytka paznokcia odnawia się tylko przy macierzy – czyli tam skąd wyrasta. Dlatego też aby pobudzić paznokcie do wzrostu możemy je stymulować przy macierzy, smarując np. olejkiem rycynowym (świetny również na zagęszczenie brwi i rzęs, o czym pisałam we wpisie nt. domowych zabiegów na twarz <klik>). Dodatkowo dużą rolę odgrywa tutaj zdrowe odżywianie, przedyspozycje genetyczne i zwyczajnie… czas. Należy zaczekać aż cały cykl się odnowi i płytka urośnie całkiem od nowa. Może to potrwać 6-12 miesięcy. Oczywiście można malować paznokcie, przy czym będą one jedynie ładnie wygląć, nie będą odżywione dzięki drogeryjnej odżywce i nie pomoże nam ona akurat w tym.
  • Manicure japoński od P.Shine – możemy trochę polepszyć wygląd naszej zmasakrowanej płytki, wykonując w domu manicure japoński, który stał się bardzo popularny jakiś czas temu i chyba odszedł już nieco w zapomnienie. Zestaw kosztuje ok. 100 zł i są to pasty witaminowe, które wcieramy w paznokcie. Drogeria Pigment zrobiła filmik instruktażowy na czym to polega.
  • Napoje na wzmocnienie paznokci – są to metody, które opisywałam już we wpisie na temat włosów <klik> – picie siemienia lnianego albo pokrzywy i skrzypu.
  • Domowe hybrydy – ja osobiście nie polecam się brać za taki zabieg, jeżeli nie ma się o tym pojęcia. Można przez przypadek uszkodzić sobie trwale płytkę paznokcia lub dorobić się grzybicy. Jeśli jednak interesuje Was ten temat, można sprawdzić u producenta NeoNail jak wykonać to krok po kroku. Pamiętajcie również jak ważna jest odpowiednia moc lampy, ponieważ te populatne „mostki” często są nieco za słabe, z czego te wszystkie negatywne skutki jak alergie i grzybice mogą wynikać.
  • Polecam za to wykonać manicure klasycznym lakierem do paznkoci (u mnie zawsze super się sprawdzał Inglot, OPI i Essie), a na koniec pokryć go warstwą Gel Effect Top Coat od Inglota. Ten bezbarny top przedłuża trwałość lakieru i dodatkowo nabłyszcza, imitując efekt żelowego manicure.

 

Więcej wartościowych treści, np. o budowie pazkoncia, znajdziecie na Instagramie u Viktorii: 

Wyświetl ten post na Instagramie.

❗️Wiedza,która powinna posiadać KAŻDA stylistka paznokci,a również klientka,która by chciała odpowiednio dbać o zdrowie swojej naturalnej płytki 👩🏽‍🎓 Dziele się z Wami swoimi prywatnymi notatkami z #ANATOMIA płytki paznokcia.🤓 W tych notatkach znajdziecie jak komórki płytki paznokcia przechodzą proliferacje i z onyhoblastow powstają onyhocyty,o tym ze komórki płytki paznokcia produkują się tylko i wyłącznie w #macierzy oraz z #komorkimacierzyste ,co oznacza ze musimy bardzo dbać o to żeby ta strefa nie była uszkodzona przy wykonywaniu #manicure ❗️Dodatkowo chciałabym zaznaczyć ze nie da się odżywić paznokcie żadnymi #odżywkami do paznokci.Śluza one tylko i wyłącznie do mechanicznego „sklejania” rozdwojonych paznokci lub do ochrony warstwy lipidowej przed środkami czystości. Tu,również,odpowiem na pytanie czy trzeba robić przerwy pomiędzy stylizacjami? Jeżeli stylizacja była wykonana poprawnie,czyli warstwa dorsalna (grzbietowa – zewnętrzna ),nie została przepiłowaną lub spiłowana,to nie ma potrzeby usuwać takiej stylizacji i robić przerwy.Tylko ta warstwa może utrzymać prawidłowo materiał sztuczny,ponieważ tylko ona składa się ze zrogowaciałych komórek,które „łącza się” z materiałem. Warstwa dorsalna ma około 25-50 warstw,a cala płytka paznokcia 100-150 w-w. Często widzę pytania czy warto zrobić Kilkutygodniowa przerwę? Tak ,można jeżeli potrwa ona conajmniej 6-12 miesięcy,bo tylko za taki czas paznokcie odrosną w całości i zregenerują się. Moc paznokci tez jest zależna od prawidłowej diety,suplementacji i genetyki ! Mam nadzieje ze ten post i te notatki były dla was korzystne.Jeżeli macie jakieś pytania- czekam na nie i postaram się odpowiedzieć ♥️ Inspiracja i wiedza od @viktoriiaklopotova @klopotova.nail.school ♥️👩🏽‍🎓 #anatomia #anatomia #paznokcie #polska#szkolenie #dorsal #nails #анатомия #kwarantanna #zostańwdomu #szkoleniaonline #szkoleniapaznokci #komórka #stylistka #kosmetologia

Post udostępniony przez Nails&Beauty Garden_Kraków (@nails_and_beauty_garden)

🌺 SPA dla stóp i pedicure 🌺

O stopy również trzeba dbać tak samo jak o dłonie. Oprócz wszystkiego co powyżej wymieniłam na piękne dłonie, dorzucam jeszcze:

  • Miętowo-cukrowy peeling do stóp: mieszamy razem pół szklanki cukru, 2 łyżki miodu, 1 łyżkę oliwy, torebkę mięty suszonej (wyciągamy ziółko z torebki). Nakładamy na stopy, wykonując masaż. Następnie spłukujemy i nakładamy ulubiony krem do stóp.
  • Maść z apteki na popękane pięty – Dernilan za 10 zł.
  • Domowa kąpiel solna do stóp – z użyciem soli z Epsom (dostępna np. w aptece DOZ), która jest świetna do kąpieli, ponieważ pomaga koić bóle mięśniowe i wspomaga relaksację, przez co doskonale nadaje się do kąpieli zmęczonych stóp. Z książki „Szczęśliwa skóra” od Adiny Grigore: garść świeżej mięty lub 6 torebek herbaty miętowej, ok. 4 litrów wody, 1 szklanka soli Epsom, 30 kropli olejku z mięty pieprzowej, 30 kropli olejku lawendowego, pół lub cała szklanka soku z aloesu (opcjonalnie). Ściśnij w dłoniach liście świeżej mięty, aż zmiękną, następnie dodaj je (lub te 6 torebek herbaty) do dużego, napełnionego wodą garnka i doprowadź do wrzenia. Im dłużej będą się gotować, tym mocniejszy wyjdzie napar, więc czas gotowania wg. uznania. Później wyłączamy ogień, dodajemy sól i mieszamy aż się rozpuści. Następnie należy kąpiel ostudzić i dopiero dodać olejki eteryczne (jeżeli woda będzie gorąca, olejki bardzo szybko wyparują). Dodatkowo dodany aloes ukoi skórę i ochłodzi nieco temperaturę kąpieli. Stopy należy moczyć w roztworze kilkanaście minut, potem osuszyć delikatnie ręcznikiem i nałożyć krem. 
  • Kąpiel z mocznikiem – zobaczcie też na gotowy produkt marki Rossmann, czyli Fusswohl kąpiel do stóp z mocznikiem 15%. Ja zawsze byłam zadowolona z tej linii do stóp

Na dzisiaj to wszystko co dla Was mam, zapraszam jeszcze za tydzień. Porozmawiamy o zabiegach na nasze ciało. Nawilżanie, ujędrnianie… Na pewno każdemu się przyda. Będzie również co nieco o sztucznej opaleniźnie, a jeżeli macie dodatkowe tematy, które Was nurtują – proszę o kontakt, postaram się je również uwzględnić 😊

#zostańwdomu – zabiegi pielęgnacyjne i upiększające, które można wykonać w domu cz. I – twarz

Od dnia dzisiejszego branża beauty, czyli wszystkie salony fryzjerskie, kosmetyczne dostały nakaz zamknięcia i wstrzymania usług. W związku z tym, prawie cały naród siedzi na kwarantannie, w izolacji, z obostrzeniami dotyczącymi wychodzenia. W czasach kiedy prawie wszystko oprócz kilku miejsc jest zamknięte i nie możecie udać się za żaden zabieg, a strojem służbowym bądź formalnym jest dres, chciałam pokazać, że w domu również można się troszkę odprężyć, zadbać o siebie i nie wyglądać jak jaskiniowiec kiedy kwarantanna dobiegnie końca. Zresztą – myślę, że może być ciężko dostać się do ulubionego salonu, bo każdy będzie chciał przykryć odrost, wyregulować w końcu brwi, czy odmalować paznokcie 😄 
Poniżej, specjalnie dla Was, zabiegi salonowe, które można wykonać w domu. Zabiegi prosto z oferty gabinetowej, proste, nieskomplikowane. Dla każdego coś miłego. Zapraszam do zapoznania się z domową ofertą centrum urodowego 😉 Dzisiaj cz. I czyli: 

🌺 Kosmetyka twarzy 🌺

Pamiętajcie aby codziennie zachować odpowiedni schemat pielęgnacyjny i nadal stosować delikatne oczyszczenie z nadmiaru sebum, kurzu i innych drobinek po całym dniu. Potem oczywiście tonik oraz nawilżenie. Dla przypomnienia, tutaj jest link do prawidłowej pielęgnacji skóry krok po kroku <klik>. Teraz mamy czas na te kroki dodatkowe.

Oczyszczanie

  • Domowa mikrodermabrazja – korundem kosmetycznym – taki peeling jest ostrzejszy od peelingu gruboziarnistego, dostępnego w sklepach, ale jednocześnie słabszy od profesjonalnego zabiegu. Takie mechaniczne oczyszczanie jest polecane na blizny, łojotok, rozszerzone pory, zmarszczki czy rozstępy. Można zmieszać z kwasem hialuronowym, olejkiem albo żelem do mycia twarzy. Po korundzie skóra jest napięta i nieco sucha, warto ją odpowiednio nawilżyć lekkimi konsystencjami, aby z powrotem nie zapchać porów. Nie jest wskazany dla cery wrażliwej z aktywnym trądzikiem czy jakimiś otwartymi wypryskami. Stosowany regularnie naprawdę daje super rezultaty. Można zamówić w internecie za dosłownie kilka złotych, na np. Zrób Sobie Krem.
  • Domowa mikroderabrazja – za pomocą przenośnego / domowego urządzenia – z tego co zauważyłam, najpopularniejszym tego typu jest PMD. Jest to małe urządzenie z wymiennymi wkładkami (o różnej intensywności działania), pomagające w oczyszczaniu skóry. Wszystkie zalety i przeciwwskazania powyżej. Link do strony producenta czyli PMD.
  • Peeling kwasowy SPA / zabieg kwasowy – tutaj polecam wziąć mój ulubiony peeling AKA Krwawa Mary czyli The Ordinary AHA 30% + BHA 2% Peeling Solution. Nadaje się on do cery tłustej, mieszanej i trądzikowej, także jest dobry niemalże dla każdego, jeśli nie się wybitnie wrażliwej skóry. Wystarczy kilka-kilkanaście minut zby złuszczć naskórek, poprawić koloryt, spłycić nieco zmarszczki i pobudzić skórę do odnowy, zwiększyć produkcję kolagenu. Można go kupić przez internet z dostawą do domu, np. w Drogerii Pigment <klik>. Po peelingu nakładamy maseczkę nawilżającą, odżywczą i mamy naprawdę super kompleksowy zabieg 😉
  • Peeling węglowy SPA – co najlepsze ten można zrobić samemu, przy użyciu węgla aktywnego, dostepnego w każdej aptece. Węgiel dzięki swojej porowatej strukturze posiada niezwykłą właściwość wiązania i adsorpcji, więc przyciąga on wszelkie zanieczyszczenia, toksyny i bakterie. Działa oczyszczająco i przeciwzapalnie, złuszcza martwy naskórek i normalizuje wydzielanie sebum. Ma świetne działanie przeciwtrądzikowe, jednocześniej rozjaśnia i koi skórę, nadaje się przez to do cery wrażliwej. Aby zrobić sobie peeling wystarczy 1 łyżeczka węgla + 1 łyżeczka ulubionej glinki, można też połączyć z 1 łyżeczką sody oczyszczonej. Po zmieszaniu z małą ilością wody wystarczy nałożyć na twarz na kilka minut, a potem zmyć. Wersja peel-off (tak bardzo modna w ostatnich czasach) to 1 łyżeczka węgla + 1-2 łyżeczki żelatyny, którą należy rozpuścić w niewielkiej ilości ciepłej wody, odczekać aż wystygnie, a następnie nałożyć na twarz i odrywać delikatnie po ok. 5 minutach. Wersję gotową z dobrym składem można dostać w La-Le i jest to peeling z węglem bambusowym oraz pyłem wulkanicznym <klik>.

Nawilżenie, odżywienie

  • Zabieg odżywczo-przeciwzmarszczkowy z wit. C – czyli maseczka przeciwstarzeniowa prosto z naszej kuchni. Składniki: 1 łyżeczka oliwy z oliwek, 1 łyżeczka miodu, pół surowego zółtka jajka, kilka kropli soku z cytryny. Wszysktie składniki dokładnie mieszamy i nakładamy na twarz i szyję grubą warstwę, omijając okolice oczu. Trzymamy ok. 15-20 minut i zmywamy letnią wodą, następnie tonizujemy i nakładamy krem nawilżający. Dlaczego te składniki? Oliwa z oliwek to naturalne źródło NNKT, więc ma działanie zmiękczające skórę, dodatkowo wygładza i ją natłuszcza, a przy tym likwiduje podrażnienia i zaczerwienienia. Miód działa odżywczo, wzmacniająco, przeciwbakteryjnie oraz mocno nawilża. Żółtko jajka to bomba składników odżywczych – wzmacnia, odżywia i wygładza skórę. Cytryna to źródło witaminy C, która bierze udział w syntezie ujędrniającego kolagenu, dodatkowo rozjaśnia, oczyszcza i zwęża rozszerzone pory.
  • Pielęgnacja oprawy oczu – domowe płatki pod oczy odżywczo-nawilżające: wystarczy zmieszać w miseczce 2 łyżeczki żelu hialuronowego 1%, ok. 100 ml zaprzonej i ostudzonej zielonej herbaty i 1 łyżeczkę ekstraktu z alg morskich (albo spiruliny). Potem wziąć kilka płatków kosmetycznych, przeciąć je na pół i włożyć do gotowej mieszanki, a wszystko to do lodówki. Należy trzymać ok. 10 minut na skórze. Kwas hialuronowy bardzo dobrze nawilża skórę, podobne właściwości mają algi, dzięki sporej zawartości polifenoli działają jako antyoksydant, zatrzymują procesy starzeniowe skóry. Zielona herbata również ma działanie nawilżające, kojąco-łagodzące oraz wygładzające skórę. Przepis od Czarszki, można obejrzeć na YT <klik>.
  • Maska deserowa (złuszczająco-nawilżająca) – przepis z książki „Szczęśliwa Skóra” od Adiny Grigore – Składniki: 4 łyżeczki kakao, pół łyżeczki soli morskiej, 2 łyżeczki oliwy. Zmieszaj kakao i sól w małej miseczce i dodaj oliwę, aby uzyskać konsystencję pasty. Nałóż na skórę palcami i pozostaw na dowolny czas. Zmyj dokładnie, bo może poplamić ręcznik. Ilość przygotowana z tych składników wystarcza na 1-2 zastosowania, mieszanka może stać kilka dni w lodówce. Kakao pomaga skórze w regeneracji i zapobiega niszczeniu komórek, dzieki wysokiej zawartości antyoksydantów. Sól morska zabija bakterie i świetnie działa na niedoskonałości. Dodatek oliwy sprawia, że sól i kakao są łagodniejsze dla skóry, a także zapewnia odpowiednie nawilżenie po złuszczaniu.
  • Dyniowa maseczka rozświetlająca – również przepis od Adiny Grigore z książki „Szczęśliwa Skóra” – Składniki: 1/4 szklanki pełnotłustego jogurtu greckiego, 1 łyżka miodu, 1/4 szklanki dyniowego puree, 1 łyżka siemienia lnianego. Wymieszaj w niewielkiej miseczce jogurt i miód. Kiedy dokładnie się połączą, dodaj dynię, następnie nasiona lnu. Nałóż na skórę i pozostaw do wyschnięcia, następnie zmyj ciepłą wodą. Ilość przygotowana z tych składników wystarcza na kilka użyć, mieszanka może stać maksymalnie tydzień w lodówce. Maska ta świetnie usuwa martwe komórki naskórka i odblokowuje zatkane pory. Nasiona lnu zapewniają delikatną, mechaniczną eksfoliację, a enzymy z dyni i laktoza z jogurtu złuszczają skórę. Dla dodatkowego efektu nawilżającego dodaj miód – cera będzie jeszcze bardziej promienna. 

Gotowe maseczki oraz jak je wybrać

  • Jeżeli nie mamy ochoty „babrać się” w kuchni, polecam przejrzeć ofertę i maski takie jak: Nacomi nawilżający lub liftingujący koktajl albo ich maseczki algowe, Iossi i ich wybór maseczek, Polny Warkocz – okład na twarz, Bielenda – seria Botanical Clays oraz Vegan Muesli, maseczki w płachcie od Missha, nawilżająca maseczka od Make Me Bio, maseczki w płachcie od Lynia, maseczki w tubce lub płachcie od Orientana.
  • Jeżeli zależy nam na mocnym nawilżeniu, wybierajce produkty ze składnikami takimi jak: kolagen, kwas hialuronowy, aloes, ekstrakt z pereł, witaminy E, C, B3, alantonina, d-panthenol, ekstrakt z róży czy ogórka.
  • Jeśli zależy nam na działaniu liftingującym, ujędrniającym, patrzymy na: złoto, kwas hialuronowy, kolagen, śluz ślimaka, retinol, koenzym Q10, peptydy, ekstrakt z kawioru, olejek z opuncji.
  • Aby wspomóc działanie maseczek, kremów, olejków czy serum polecam również wykonywanie masażu twarzy, zajmuje kilka minut, a teraz jest idealny czas aby nauczyć kilku prostych kroków, wdrożyć je podczas oglądnia filmów czy seriali, a z czasem będzie to naturalna czynność, o której nie będziemy zapominać. Na YT polecam zajrzeć do: DrSura oraz AzjatyckiCukier.
  • Oprócz tego można się jeszcze zaopatrzyć w jadeitowy wałeczek do twarzy i wspomagać sobie działanie kosmetyków oraz naszego masażu twarzy.

Oprawa oka

  • Henna i regulacja brwi – tutaj polecam zajrzeć na kanał mojej koleżanki po fachu Mai Ogonowskiej, gdzie pięknie i obszernie tłumaczy jak wyznaczyć sobie prawidłowy kształt i nie zrobić sobie krzywdy <klik>,  a następnie pokazuje jak prawidłowo zafarbować brwi henną <klik>.
  • Laminowanie brwi – można to spóbować wykonać samemu w domu, najpopularniejszy zestaw jest od Lash Lift (można dostać na Allegro, Aliexpress albo Amazonie). Ja osobiście nie kombinowałam z tym, także tylko wspominam, nie polecam jakoś szczególnie jeśli ktoś nie czuje się na siłach, nie wie jak się za to zabrać. Podobny efekt daje wyczesanie włosków na mydło, jednakże jest to zabieg jednorazowy, jak makijaż, do zmycia z twarzy wieczorem.
  • A jeżeli chcemy w naturalny sposób zagęścić i nieco przyciemnić zarówno brwi jak i rzęsy polecam stosowanie na noc olejku rycynowego. Kosztuje kilka złotych w aptece, najlepiej używać go za pomocą szczoteczki do rzęs (można umyć po zużytym tuszu do rzęs) i delikatnie przeczesywać włoski wieczorem. Należy uważać żeby olejek nie dostał się do oka, bo ma właściwości drażniące. Ja jeszcze uwielbiam mieszać olejek rycynowy z pomadką do ust Allterra, rumiankową <klik>. Daje to naprawdę świetny efekt, jak stosowałam regularnie, jedna z moich koleżanek zapytała czy przedłużałam sobie rzęsy 😀

Depilacja twarzy

  • wąsik i inne historie 😌 – jeżeli chodzi o domową depilację tutaj mogę polecić delikanty krem do twarzy i okolic bikini z Bielendy <klik>. Kosztuje kilka złotych, czytałam bardzo dużo dobrych opinii (że nie podrażnia skóry, tak jak inne tego typu produkty), ma niezły skład. Co do pasty cukrowej nie jest ona polecana na okolice twarzy, ze względu na zastosowanie w mieszance soku z cytryny. Ten zaś ma właściwości rozjaśniające i może podrażnić oraz zostawić nieestetyczne przebarwnienia na naszej twarzy.

Na dzisiaj to już koniec, następny wpis będzie dotyczył włosów i rzeczy, których można śmiało w domu próbować, a fryzjer nie będzie płakał jak będzie poprawiać 😉

Zapraszam do obserwowania mnie, na pewno dowiecie się o pierwsi o kolejnym wpisie ♥️♥️♥️

Z chęcią dowiem się jakie jeszcze zabiegi na twarz Wy stosujecie. Czy jest coś o czym zapomniałam? 

92. ceremonia wręczenia Oscarów – omówienie kategorii najlepsza charakteryzacja

Wiem, że atmosfera ekscytacji i zamieszanie dotyczące Gali Oscarów już dawno minęły, natomiast chciałabym jeszcze na chwilkę do niej wrócić i omówić mają ulubioną kategorię charakteryzacja (czyli Best Makeup and Hairstyling). Jak co roku oglądałam Galę, natomiast w tym roku z nieco mniejszym zaciekawieniem niestety. Bardzo mi się nie podoba brak prowadzącego na takiej imprezie, jednakże rozumiem z czego to wynika. Natomiast filmy jak zawsze wnikkliwie i z zainteresowaniem 😀
W tym roku nastąpił przełom w tej kategorii i zamiast 3 filmów, nominowanych było 5, czyli tak jak w pozostalych kategoriach. Poniżej przedstawiam filmy, które były brane pod uwagę w tym roku, co tam się działo i kto wygrał. Zapraszam na dalszą część wpisu.
Bombshell (Gorący Towar)
Kazu Hiro, Anne Morgan, and Vivian Baker
Film opowiada o bardzo ważnej i trudnej kwestii, jakim jest (a raczej był) sposób traktowania kobiet przez prezesa amerykańskiej stacji telewizyjnej Fox – Rogera Ailesa. Molestowanie, wymuszanie, mobbing, toksyczna atmosfera i „wyścig szczurów”, trwające przez lata. Jednak w pewnym momencie znalazł się ktoś, kto się sprzeciwił i pozwał Rogera. Dalsze wydarzenia oraz dialogi trzymają w napięciu. Resztę do oceny pozostawiam Wam, film jest zdecydowanie wart obejrzenia ale nie będę się rozpisywać więcej na temat fabuły, skupimy się na charakteryzacji.
Kluczowymi postaciami tutaj była Charlize Theron (grająca Megyn Kelly) oraz John Lightgow (Roger Ailes). Obydwoje dostali „protezy” – czyli klejone na twarz formy, prawdopodobnie z lateksu, czy silikonu. Zaprojektował je Kazu Hiro, człowiek odpowiedzialny za specjalne efekty w charakteryzacji (SFX). W wywiadzie opowiadał, że aktorzy nie chcieli spędzać zbyt dużo czasu na nałożeniu makijażu, w związku z tym wykonał odlewy twarzy Charlize i Johna, po czym porównując je z twarzami Megyn i Rogera opracował częściowe protezy przyklejane tylko tam gdzie były wymagane, zamiast tworzyć całe maski. Podobno Charlize miała łącznie osiem protez – Kazu opowiadał w wywiadzie, że w jej przypadku główną rolę grały powieki oraz szczęka. Do tego wkładki poszerzające nozdrza Charlize i lateks na szczycie nosa, aby był bardziej „zadziorny”. John dostał protezy na uszy, szczękę, brodę, nos. Nicole Kidman (Gretchen Carlson) również dostała dodatkowe elementy twarzy na nos, policzki i brodę (dołeczek w brodzie).
Vivian Baker była odpowiedzialna za nakładanie typowo upiększającego makijażu na twarze zmienione protezami przez Kazu. W wywiadzie Vivian, zdradziła, że w przypadku Charlize dużą rolę odgrywały sztuczne rzęsy, nie na pasku ale tzw. „połówki” które pozwoliły na lepsze wymodelowanie oka do pożądanego kształtu oraz obrys oka eyelinerem. Przy pozostałych aktorkach również bardzo ważne były sztuczne rzęsy i eyeliner, do produkcji zostały zużyte ich niewyobrażalne ilości 😉 Do tego mnóstwo pudru, błyszczyku. Aby dopełnić looki aktorek były używane również peruki (głównie Charlize i Nicole). Transformacje były na naprawdę wysokim poziomie, podczas oglądania trudno było wyłapać gdzie jest prawdziwa twarz aktora, a gdzie zaczyna się charakteryzacja, więc oglądałam z przyjemnością.

19771272-0-image-a-83_1571197752303

bombshell_makeup_split_embed
bombshell_makeup_split
5e2147c92200003200472ecc
Joker
Nicki Ledermann and Kay Georgiou
Kreacja głównego bohatera jest powieleniem wizerunku, nie oryginalnym i nowym pomysłem. Pierwotnie z komiksu, potem były jeszcze niezliczone filmy z Batmanem, gdzie Joker występował przy okazji oraz parę innych produkcji (np. Suicide Squad), do tego pojawiał się w komiksach i kreskówkach. Także jest to jakaś kolejna wariacja tego antybohatera.
W najnowszym filmie jest zaprezentowane ciekawe i świeże podejście do postaci pod względem charakteryzacji, bo niestety film sam w sobie zupełnie mnie nie zadowolił. Nie był szczególnie ciekawy, porywający ani głęboki jeśli chodzi o fabułę. Uważam, że Joaquin Phoenix to świetny aktor, także i z tą rolą poradził sobie fantastycznie, natomiast według mnie twórcy filmu niepotrzebnie chcieli nadać więcej sensu Jokerowi. Próbowali wyjaśnić skąd się wziął, że tak naprawdę to dobry człowiek był – taki niewinny, ale świat go zmusił do takiego zachowania. Nie za bardzo mi się ten pomysł podoba, a skutek chyba jest nieco odwrotny niż twórcy filmu chcieli osiągnąć. Najgorzej oceniany film, najwięcej nominacji. Ot, taki ciekawy paradoks.
Co do charakteryzacji podoba mi się, że jest taka ponura, pomimo tego, że klaun ma się kojarzyć z czymś pozytywnym i śmiesznym. Poszło dużo farb do ciała, rozprowadzone grubymi warstwami, rozmazanymi w niektórych momentach. Były też zielone włosy. Oprócz tego siniaki po pobiciu. Reszta postaci nosiła „zwykły” makijaż pod kamerę, ewentualnie było tam trochę więcej ponurych elementów jak podkrążone oczy, siniaki. No, niekoniecznie efekt będący tym ładnym, raczej podkreślający, że ktoś pochodzi z niskich warstw społecznych. Także w zasadzie całość uwagi skupia jednak Joker i jego historia, transformacja. Mnie się ta kreacja podoba, uważam, że jest dobrze dopasowana do postaci.
fef64850-0d41-11ea-bdfd-222f443c2930
ca-times-brightspotcdn-1570441803
Judy
Jeremy Woodhead
Na fali filmów dotyczących życia artystów i celebrytów (np. „Amy”, „This is It”, „What Happened, Miss Simone?”) doczekaliśmy się również opowieści o Judy Garland. Ten brytyjski dramat biograficzny jest adaptacją musicalu („End of rainbow”) z 2005 roku. Oprócz nominacji za charakteryzację, otrzymała ją również Renée Zellweger za najlepszą aktorkę pierszoplanową (i nawet wygrała tą statuetkę). Film jest naprawdę bardzo dobrze zrealizowany i ciekawie opowiada historię Judy, jednakże jak na samym początku napisałam – przypomina mi to inne filmy o wielkich artystach, które niestety są bardzo podobną historią. Polecam obejrzeć, poddać się refleksji na temat tego, że zawsze wydaje nam się, że ktoś ma lapiej, a trawa jest bardziej zielona u sąsiada 😉 Aha, Renée rzeczywiście tam śpiewała, piosenki nie były z playbacku.
Co do transformacji potrzebnej do zagrania roli Judy – Renée oraz Jeremy zaczęli się przygotowywać jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć do filmu (podobno ok. 3 miesiące przed). Jeremy zastosował protezę na nos, aby był bardziej zgrabny, protezę zębów, które zmieniły jej nieco linię szczęki. O Judy zostało powiedziane, że jej zęby były niezbyt przyjemnym i rozpraszającym widokiem. Co do rozpraszania udało się to uzyskać podczas filmu, zgadzam się. Renée musiała z tymi protezami na zęby zarówno mówić, jak i śpiewać. Dlatego też, próby charakteryzacji rozpoczęły się wcześniej, żeby był czas na oswojenie się ze sztucznymi zębami. Oprócz tego ważnym elementem była peruka  (tak mi się właśnie zdawało, ponieważ na jednej scenie podczas której Renée śpiewa widać pod światło, że na karku odstają jej blond kłaczki). Sam makijaż zaś to podkreślenie brwi (cieniutko, na okrągło – chodziło o późne lata 60’), eyeliner, sztuczne rzęsy i szminka w mocnym kolorze. Zostały stworzone dwa style makijażu – wersja dzienna, lżejsza ale z tymi samymi elementami (może pomadki były jaśniejsze) oraz wersja na scenę – mocniejsza, ciemniejsza, z dluższymi sztucznymi rzęsami. Do niektórych scen Renée zakładała jeszcze brązowe soczewki. Uważam, że jak na transformację aktorki, która z natury jest blondynką o błękitych oczach, przemiana w piosenkarkę w średnim wieku, która jest niemalże jej przeciwieństwem (włosy, oczy, rysy twarzy) wyszło wspaniale. Wyglądało na tyle naturalnie, że bałam się, że Renée znów coś majstrowała operacjami przy swojej twarzy, na szczęście to tylko bardzo dobra charakteryzacja 🙂
renee-zellweger-judy-garland-duo-1b
_DCE5440.NEF
image
1917
Naomi Donne, Tristan Versluis, and Rebecca Cole
Film „1917” przedstawia nam historię brytyjskich żołnierzy na froncie zachodnim I wojny światowej. Ja osobiście bardzo lubię oglądać filmy o tematyce wojennej (dotyczącej jednej i drugiej wojny światowej), doceniam bardzo taką tematykę, a historie te są bardzo ważne w naszej kulturze i nie jest to coś o czym powinniśmy zapominać.
Makijaż zastosowany w tym filmie jest uważany już za efekty specjalne, ponieważ oprócz klasycznego krycia niedoskonałości, czyli podkładu, pudru itp. zostały użyte również konkretne produkty do ubrudzenia twarzy (nie, nie było to błoto wzięte z ziemi 😉) oraz krew do ran. Podczas sceny z dźgnięciem nożem Naomi Donne musiała użyć pompki uruchamianej zdalnie, ponieważ scena ta kręcona była na jednym ujęciu, w związku z tym, nie mogła pozwolić sobie na to, aby podejść do aktora, ubrudzić go i odejść poza kadr.
Ekipa charakteryzatorka była również odpowiedzialna za stworzenie manekinów ludzkich oraz końskich trupów (w dodatku w różnym stanie rozkładu). Miały one wyglądać realistycznie z każdej strony, a sceny w dużej mierze kręcone były na długich ujęciach, więc nie było możliwości na poprawki w trakcie. Charakteryzacje zostały wykonane bardzo dobrze, bo wyglądały bardzo, bardzo naturalnie. Wpasowały się idealnie w stylistykę filmu, będąc świetnym uzupełnieniem tej historii.
Film Title: 1917
1917 (2019)
1917-spoiler-talk-review-ending-explained-movie-breakdown
Maleficent: Mistress of Evil (Czarownica 2)
Paul Gooch, Arjen Tuiten, and David White
Tutaj mamy do czynienia z kontynuacją filmu, gdzie pierwsza część zyskała miano kultowej jeśli chodzi o charakteryzację. Tytuowa Czarownica (Angelina Jolie) i jej wizerunek powielany był wiele razy przez wizażystki, charakteryzatorki w Polsce. Widziałam wiele różnych interpretacji tej postacji na grupach makijażowych i uważam, że każda z nich miała w sobie coś niesamowitego. Wizerunek Czarownicy został oczywiście niezmieniony, więc mamy głównie makijaż podkreślający urodę – porcelanowa cera, podkreślone oczy, dodatkowe rzęsy, zaznaczenie ust czerwienią (była to MAC Maleficent Pro Longwear Lipglass) i nawiązanie do tej bardziej diabolicznej strony, czyli (zapewne) lateksowe protezy na kościach policzkowych oraz sztuczne kły. Dodatkowo soczewki w kolorze „toksycznej” zieleni i charakterystyczne (kultowe już, jak wspomniałam wyżej) rogi. W zasadzie na tytułowej charakteryzacji skupia się ta nominacja, pozostali aktorzy – np. Elle Fanning mają makijaże bardziej klasyczne, służące ukryciu niedoskonałości.
Żałuję, ale nie udało mi się drugiej części złapać w kinie, natomiast jak tylko będzie dostępna na jakiejś platformie, chętnie sprawdzę co artyści utworzyli przy tej części.
Jeszcze jeden smaczek – Disney opublikował na YT filmik zza kulis, podczas nakładania makijażu dla Angeliny, w niecałą minutkę można zobaczyć tą transformację. Polecam, można obejrzeć tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=IP-q5Vxc6rA
5daa16c571021.image
maleficent-mistress-of-evil-elle-fanning-1
maleficent-mistress-of-evil-ht-ml-191015_hpMain_16x9_1600
Zwycięzcą okazał się film „Bombshell” i ja osobiście uważam, że jak najbardziej zasłużenie. Chociażby ze względu na jakość wykonania oraz zaangażowanie w utworzeniu tylu postaci. Jestem pod wrażeniem jeśli chodzi o podejście Kazu Hiro do transformacji twarzy aktorów, sam Kazu przyznał, że było to dla niego dużym wyzwaniem, aby użyć protez ale nie w kontekście stworzenia brzydoty czy potwora, natomiast do zmiany rysów twarzy z makijażem bardziej klasycznym, upiększającym. Była to dla niego nowość pod tym względem.
Chociaż był to mój faworyt, przed rozdaniem czułam, że właśnie ten film dostanie statuetkę, ponieważ w Stanach funkcjonuje coś takiego jak Gildia Makijażystów i Fryzjerów, którzy mają swoją galę wręczenia nagród. Ocenie podlega makijaż, charakteryzacja oraz stylizacja włosów. Oprócz nagród dla filmów, są również nagrody dla seriali. W tym roku w kategorii filmowej doceniony został: „Bombshell”, „Joker” oraz „Downton Abbey”. Pełna lista, z wyszczególnieniem na kategorię jest dostępna tutaj: http://www.local706.org/winners-7th-annual-muahs-guild-awards/
Co Wy sądzicie na temat tegorocznych nominacji, filmów, wygranych?
Aha, czy z racji szalejącego Koronawirusa następny wpis powinien być o higienie pracy i dezyfekcji pędzli, gąbek?  🤔😅

Urodowy Prezentownik 2019

Grudzień nadszedł… Święta już za pasem… Wyczekujemy śniegu i zapewne pysznego, rozgrzewającego wigilijnego barszczyku…
Dzisiaj chciałabym przekazać pomysły na prezenty świąteczne, zgodne z tematyką bloga. Dla każdego znajdzie się coś dobrego – w końcu kto nie lubi dostawać prezentów? Niech pierwszy rzuci kamieniem 😉
urodowyprezentownik2019annajaszczmua
Poniżej prezentuję Wam najciekawsze (moim zdaniem) propozycje tego roku – niekoniecznie takie, które miały premierę w tym roku, ale zdecydowanie są popularne jest chodzi o miłośników kosmetyków czy makijażu. Zgodnie z moimi poglądami kosmetycznymi zwracam większą uwagę na składy tych kosmetyków, które tutaj polecam. Dużo z nich to w dodatku polskie marki bo uważam, że warto wspierać naszą gospodarkę, zwłaszcza jeśli coś jest naprawdę dobre i powstaje w etycznej atmosferze. Opcje polskie i / lub cruelty free są zaznaczone w nawiasie przy nazwie firmy.
Dzięki moim propozycjom można komuś sprawić radość, spełnić marzenie, czy wspomóc pielęgnacyjne rytuały.
Postanowiłam podzielić je kategoriami według osób, które chcemy obdarować. Niektóre z nich mają alternatywę tańszą i droższą, w zależności od budżetu jaki macie możliwość lub jaki chcecie przeznaczyć na dany prezent. Dodatkowo dorzucam parę pomysłów uniwersalnych niemalże dla każdego. Można mieszać te kategorie między sobą, łączyć, wymieniać! Wszystkie chwyty dozwolone 🙂
Dla siostry, przyjaciółki, żony czy dziewczyny:
prezentownik2019(1)annajaszczmua
1. Serum Róża – Malina od Ministerstwa Dobrego Mydła (PL, CF) – czyli naturalny i słodko pachnący sposób na promienną i dobrze odżywioną cerę (nadaje się do każdego rodzaju skóry, można go stosować w każdym wieku) // 83 zł
2. Uroczy zestaw do domowego SPA od GlamGlov – czyli Wifey Set (idealny dla żony, dla dziewczyny można wybrać samą opaskę królicze uszy). Uśmiech i dobry humor gwarantowany podczas demakijażu // 79 zł
3. Szczoteczka soniczna do oczyszczania twarzy – Foreo Luna Mini 2 to nowy model, który jest przystępny cenowo i niewielkich rozmiarów, sprawdzi się nawet podczas podróży. Jej jeszcze mniejszy odpowiednik to Foreo Luna Play (najmniejsza szczoteczka soniczna na świecie) // 389,35 zł (promocja na stronie producenta)
4. Tańszą alternatywą dla Foreo jest zakup szczoteczki Xiaomi (są dostępne na Aliexpress lub Allegro). Czytałam bardzo przychylne opinie na jej temat, podobno sprawdza się równie dobrze jak Foreo // ok. 50 zł
5. Odżywka do włosów Davines OI Conditioner Roucou Oil, która nadaje się do wszystkich rodzajów włosów. Naprawdę bardzo ją lubię, ponieważ włosy są po niej bardzo miękkie, sprężyste i zregenerowane. Zawiera olejek rucou, który ma działanie antyoksydacyjne oraz masło morelowe, które nawilża i koi włosy // ok. 100 zł
6. Maseczka do włosów przystępna cenowo – Ziaja (PL) Skoncentrowna Maska Wygładzająca z olejkiem arganowym i tsubaki. Jeszcze jej nie próbowałam, ale to chyba ich jedyny kosmetyk z dobrym składem, więc muszę ją koniecznie sprawdzić // ok. 10 zł
7. Jak już jesteśmy przy maseczkach to polecam świetną maseczkę do twarzy, którą niedawno odkryłam – polskiej marki Nacomi (PL, CF) czyli Nawilżający koktajl do twarzy 3w1. Bogata konsystencja z aktywnymi składnikami, super w niej jest to, że można jej używać na dwa sposoby, tradycyjnie jak maseczkę (nakładamy i zmywamy) lub jako bazę pod makijaż (cieniutka warstwa bez zmywania) // 45 zł
8. Palety cieni – i tutaj fajna opcja (również cenowo) to palety cieni Affect (PL). W tym roku miała premierę bardzo ładna, z przewagą „nudziakowych” kolorów paletka Sweet Harmony. Bardzo lubię cienie tej marki, mają naprawdę dobrą pigmentację, świetnie się blendują, a kolorystyka jest dobrze przemyślana. Firma jest polska i współpracuje z wizażystami, więc ciężko się zawieść 🙂 // 100-150 zł w zależności od tego którą wybierzemy
9. Oprócz Affect, moim zdaniem jedna z najciekawszych premier tego roku miała miejsce u BP Perfect, mowa o nowej wersji palety Carninval: Carnival XL Pro Palette. Nie dość, że oferuje ogromny wybór kolorystyczny, to mamy tutaj cienie matowe, błyszczące, w tonacji ciepłej i zimnej. Można wykonać każdy makijaż, w każdym kolorze. Cudo! Mam tą mniejszą, poprzednią wersję i jest genialna  – zarówno kolorystyka jak i pigmentacja // ok. 200 zł
prezentownik2019(1)annajaszczmua
10. Z totalnie budżetowych paletek polecam Miyo (PL, CF) Five Points – to kolejna polska marka, która robi dobrą robotę 🙂 mamy do wyboru małe, podręczne paletki w totalnie różnych kolorystykach, czyli każdy coś dla siebie znajdzie // ok. 15-20 zł
11. Ultramiękkie i bardzo puszyste pędzle od Maxineczka (PL) M Brush. Pędzle są ręcznie wykonywane (w Japonii). Można wybierać pomiędzy zestawami basic oraz tymi większymi, z którego każdy profesjonalista będzie zadowolony // ok 300 – 1700 zł
12. Z tańszych i również bardzo dobrych warto zainteresować się pędzlami Jessup. Można je zakupić w ich oficjalnym sklepie na Alliexpress (przesyłka max. 2 tygodnie). Te pędzelki to hit, są na tyle popularne, że wiele polskich drogerii również je ma u siebie, są dostępne od ręki // ok. 20 zł – 200 zł
13. Fantastyczna rzecz do ułożenia włosów w parę minut czyli suszarko-lokówka Babyliss Pro BAB2770E. Sprzęt, który pozwoli nam uzyskać efekt prosto od fryzjera. Must have jeśli ktoś chce wyglądać dobrze, a niekoniecznie ma ochotę spędzać pół godziny nad włosami każdego ranka 😉 // ok. 280 zł
14. Na święta warto dodać sobie nieco blasku i efektu „glow” na skórze, a do tego gorąco polecam pudry rozświetlające Magic Dust od Claré Blanc. To produkty mineralne, tworzące efekt jak żadne inne – można ich używać na sucho, na mokro. Oprócz tego, że nadają się na twarz, można je stosować jako cień do powiek, czy na dekolt. Najpiękniejszy produkt jaki miałam i na pewno kupię ich więcej! Mam kolor Golden Skin i super się sprawdza. Najbardziej uniwesalny jest chyba Wet Skin // 150 zł
15. Urocze błyskotki pronuje nam również marka INGLOT (PL) i ich kolekcja z Atomówkami! Opakowania totalnie skradły moje serduszko. Jeżeli miałabym coś sobie wybrać z tej kolekcji to byłby to rozświetlacz Sparkling Dust Forever Frendship, bo kocham jak się błyszczy, a na opakowaniu są wszystkie 3 Atomówki 😀 // 31 zł
16. Coś dobrego dla naszego ciała – Balsam ujedrniający Resibo (PL, CF) – obowiązkowy jeśli chcemy mieć nawilżone ciało i przeciwdziałać cellulitowi przez cały rok. Balsam jest uniwersalny, nadaje się dla każdego, kto chce mieć skórę w dobrej kondycji // 89 zł
17. Perfumy! Naprawdę uniwersalny prezent, który można wręczyć każdemu. Z ponadczasowych zapachów, lubianych przez wiele osób mogę polecić Calvin Klein Euphoria. Dla każdego symbolizuje on co innego, dla mnie jest to wyrazisty, ale nienachalny i niezobowiązujący zapach, nadający się na każdą niemalże okazję // ok. 120 – 150 zł
18. Dla pasjonatów makijażu jak również profesjonalistów, mogę polecić box pomadek od Sephora Collection – Cream Lip Stain. Cenię je za bardzo duży wybór kolorystyczny, za to że zastygają i są długotrwałe, a jednocześnie zastygają na tyle wolno, że można nimi wykonać makijaż oka (stanowią one dobrą bazę pod kolorowy, błyszczący makijaż). Można zakupić pojedynczo // 119 zł
Dla babci, dla mamy, cioci i teściowej:
prezentownik2019(2)annajaszczmua
1. Witaminowy koktajl pod oczy marki Iossi (PL, CF), to naturalne serum olejkowe pod oczy z retinolem (retinol jest zwany „witaminą młodości”, ponieważ dzięki niemu zmiany skórne spowodowane upływającym czasem stają się mniej widoczne. Nadaje się do każdej skóry, a najlepiej sprawdza na skórze dojrzałej i wrażliwej. Metalowa lub szklana kulka w opakowaniu pozwalają wykonać delikatny masaż wokół oczu, chłodna kuleczka ułatwia poczuć ulgę na skórze // 98 zł
2. Jak już jesteśmy przy masażu skóry, to warto zainteresować się masażem całej naszej twarzy. Polecam do tego wałek jadeitowy – hit ostatniego roku, dwóch? Jeżeli zdecydujecie się na prawdziwy jadeit (niekoniecznie taki z Aliexpress) to jest on przyjemnie chłodny przez cały czas, nie nagrzewa się i znów – taki zimny masaż przynosi ulgę dla skóry. Można masować samym wałkiem albo z dodatkiem ulubionego kremu, serum czy olejku. Na właściwościach danych kamieni, przyznaję szczerze, że się nie znam, nie chcę więc reklamować jego cudownego działania. Uwaga – wiele wałeczków w sklepach internetowych jest nazwane jadeitowymi, a tak naprawdę są z kwarcu (kamienie te mają podobne cechy, ale jadeit jest tym leczniczym kamieniem. W odnośniku wałek z jadeitu) // ok. 30 – 50 zł
3. Delikatny, elegancki makijaż sprawdzi nam się w każdym wieku i jeśli bliska Wam osoba nie przepada za dużą ilością makijażu na codzień, a chciałaby wyrównaać koloryt twarzy warto zakupić krem BB z dobrym dla skóry składem, a takim jest akurat Lekki Krem BB Miya (PL, CF). Jest to krem koloryzujący z filtrem SPF30, a oprócz walorów estetycznych dla naszej skóry, ma również właściwości pielęgnacyjne // 45 zł
4. Po makijażu proponuję The Ordinary Squalane Cleanser, który ma dwie funkcje – może posłużyć do demakijażu lub oczyszczenia. Czytałam o tym, że najpierw wygląda jak balsam, potem podczas masażu przekształca się w olejek, a po kontacie z wodą ma konsystencję przypominającą mleczko. Nie powoduje uczucia ściągnięcia, a dobrze oczyszcza. Dzięki zawartości skwalanu (m.in. wygłada i nawilża skórę, redukuje drobne zmarszczki) oraz lipidów będzie się nadawał do wszystkich rodzajów skóry, a szczególnie tych wrażliwych // 32 zł
5. Lekki krem do twarzy nawilżająco – rewitalizujący Clochee (PL, CF), zawierający ekstrakt z róży damasceńskiej i komórki macierzyste z jabłka. Składniki te zapewniają każdej skórze promienny i młodzieńczy wygląd na długie lata. Sama bym go chętnie spróbowała, pownieważ bardzo lubię wodę różaną i jej dzialanie // 119 zł
6. Dla każdej eleganckiej pani polecam termoloki Babyliss Pro BAB3021E, którymi można pięknie wymodelować włosy, odbić je od nasady (tymi większymi) albo zakręcić długotrwałe loki (tymi mniejszymi). Warto nakręcić wałki i w miedzyczasie zjeść śniadanie, napić się kawy, a kiedy już wystygną, wystarczy je zdjąć i cieszyć się piękną fryzurą // ok. 230 – 290 zł
7. Świetna sprawa na relaks to Tołpa Borowinowa Kąpiel (PL, CF) czyli emulsja oczyszczająca, wygładzająca i nawilżająca ciało. Dodatkowo Tołpa dorzuciła olejki eteryczne do umilania kąpieli. Jest to kosmetyk z ich lini SPA, stworzony do relaksu po ciężkim dniu, wysiłku czy przepracowaniu. W połączeniu z wodą działa inhalująco i rozgrzewająco, a to i tak nie wszystkie dobroczynne aspekty takiej kąpieli. Jeżeli ktoś nie posiada wanny albo nie lubi brać rozgrzewających kąpieli Tołpa ma jeszcze np. maseczkę do twarzy // 27 zł
8. Coś dobrego dla ciała, dopełniającego relaksującą kąpiel – odżywczo-ujędrniający balsam do ciała Mokosh Żurawina. Jest na bazie naturalnych olei (arganowy, jojoba, żurawinowy) z dodatkiem ekstraktów roślinnych i pachnie słodką żurawiną. Warto używać cały rok aby ciało było gładkie i nawilżone. Dla fanek świeżych zapachów polecam linię melon i ogórek. Mokosh ma jeszcze rewelacyjny balsam brązujący. Ogólnie te kosmetyki są naprawdę świetne i jest w czym wybierać, także polecam bardzo, bardzo // 59 zł
9.  Kwiatowy i elegancki zapach, który mogę tutaj zaproponować to perfumy Lancôme Poême, przeczytałam recenzję na blogu Nez De Luxe (mój zaufany człowiek jeśli chodzi o wybór zapachów). Perfumy te są ponadczasowe, pięknie stapiają się ze skórą, w dodatku są trwałe. Polecam jego bloga i rankingi, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie // ok. 250 – 350 zł
Dla brata, chłopaka, męża oraz teścia:
prezentownik2019(3)annajaszczmua
1. Tradycyjna maszynka do golenia na żyletki – wygląda bardzo elegancko, można używać latami, bo prędko się nie niszczy. Ciekawa propozycja to zestaw Wilkinson Sword Premium Collection. Oprócz eleganckiej maszynki znajdziemy tam również pędzel i mydło do golenia // ok. 100 – 130 zł
2. A jeśli bliski Wam mężczyzna jest brodaczem warto zakupić mu zestaw Prosty Drwal od marki Zew (PL) do pielęgnacji brody, w skład którego wchodzi szczoteczka do ułożenia zarostu, mydło (w eleganckiej metalowej puszce) do mycia zarostu i odżywczy olejek. Kosmetyki z tego zestawu mają świeży, cytrusowy zapach i są przeznaczone do codziennej pielęgnacji // 165 zł
3. Pielęgnacja twarzy to osobny temat od zarostu. Polecam więc mydełko od 4szpaki Wyrwidąb do oczyszczania skóry każdego prawdziwego mężczyzny. Firma 4szpaki postawiła na fakt, że „współczesny mężczyzna jest lub ewentualnie chciałby być i twardym drwalem, i zadbanym dandysem. I dzikim rozrabiaką, i wysublimowanym elegantem”. Mydełko ma w składzie olejw i masła oraz węgiel, także dobrze oczyszcza jednocześnie pielęgnując skórę i dostarczając jej dużo dobroczynnych składników // 20 zł
4. Po oczyszczeniu twarzy każdy pan powinien mieć krem, który przywróci równowagę skórze, załagodzi ewentualne podrażnienia i pomoże w odbudowie warstwy hydrolipidowej, bardzo fajną propozycję ma np. Natura Siberica tonizujący krem do twarzy „Power of the Wolf” (polecam zajrzeć również na kosmetyki Tołpa, Zew czy Nacomi) // ok. 30 zł
5. Perfumy to według mnie uniwersalny pomysł dla każdego. Jeden z ładniejszych zapachów, niekoniecznie opróżniających nasz porfel do cna, to według mnie Lalique White – woda toaletowa. To świeży, czysty zapach z dodatkiami takimi jak pieprz, gałka muszkatołowa i bergamotka. Tworzą fajną, nienachalną kompozycję, myślę że zapach ten będzie się nadawał dla każdego pana // ok. 100 zł
6. Szczoteczka soniczna do oczyszczania twarzy – występuje również typowo męskiej wersji, która przygotowywuje skórę do bardziej komfortowego golenia, w dodatku przystosowana wymiarami do wygodnego podróżowania z nią, czyli Foreo Luna Go // 449 zł
Biblioteczka beauty:
prezentownik2019(4)annajaszczmua
O pielęgnacji skóry:
1. „Skin Doctor. Biblia zdrowej cery” – Bożena Lenartowicz – autorka książki jest dermatologiem, lekarzem medycyny estetycznej, autorką wielu publikacji i właścicielką kliniki. Z tego co czytałam o tej książce (a chętnie przeczytałabym samą książkę, bo tej jeszcze nie mam) jest dobrze opisany sposób postępowania w przypadku danego typu skóry, o ogólnych zasadach pielęgnacji plus zagłębienie się w poszczególne rodzaje cery i jak się nimi zaopiekować, zgodnie z ich potrzebami. Oprócz tego porusza różne skórne schorzenia jak trądzik czy AZS. Myślę, że jeszcze wiele mogłabym się z niej nauczyć // ok. 20 – 35 zł
2. „Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji” – Charlotte Cho – jedna z pierwszych pozycji na rynku (albo nawet pierwsza), która omawia te koreańsie sekrety 😉 książka zauroczyła mnie osobistymi doświadczeniami Charlotte; tym jak musiała się szybko zaadaptować w Korei. Napisana przystępnym językiem, lekkim ale dzięki temu szybko i łatwo można zrozumieć jak powinno się podchodzić do pielęgnaji skóry. Uważam, że jest to dobre i prawidłowe podejście do pielęgnacji. Można zrezygnować z konkretnych produktów, na rzecz tych np. polskich 🙂 // ok. 20 – 35 zł
O pielęgnacji włosów:
3. „Jak dbać o włosy. Poradnik dla początkującej włosomaniaczki” – Anna Kołomycew (Anwen) – must have jeśli ktoś czyta jej bloga i / lub zaczyna się interesować tym, jak prawidłowo pielęgnować włosy i skórę głowy. Fajnie usystematyzowana, dość podstawowa wiedza, która tak naprawdę przyda się każdemu. Jeżeli ktoś chciałby mieć piękne, zadbane włosy, a niekoniecznie wie jak się do tego zabrać to tym bardziej warto kupić // ok. 25 – 30 zł
4. „Eliksiry, pomady i inne zaklęcia. Włos doskonały” – Marta Klowman – jeszcze niestety nie zakończyłam czytania, natomiast pomimo mojej dość sporej wiedzy o pielęgnacji (gorzej z praktykowaniem ;)) już zdążyłam dowiedzieć się nowych rzeczy. Oprócz wiedzy podstawowej Marta opisuje bardziej skomplikowane przypadki i schorzenia skóry głowy, co dla mnie jest ogromnym plusem. Szczegółowe opisy zabiegów i produktów do stylizacji czy pielęgnacji z omówieniem składników aktywych – czyli co działa i dlaczego. Dla mnie rewelka // ok. 25 – 45 zł
Dla pasjonatów makijażu:
5. „Perfekcyjny makijaż” – Bobbi Brown – pozycja, którą powinen przeczytać każdy pasjonat, a profesjonalista również może na tym skorzystać. Zawiera mnóstwo uniwersalnych, nie wychodzących z mody porad i tricków na dobrze wykonany makijaż. Każdy krok w makijażu jest opisany oraz jakich produktów czy narzędzi do niego użyć. Oprócz tego jak skompletować kufer, stworzyć portfolio i stać się profesjonalistą z prawdziwego zdarzenia. Bobbi Brown zna się na rzeczy, a te o których ona pisze są ponadczasowe // ok. 40 – 60 zł
6. „Makijaż. Sztuka przemiany” – Kevin Aucoin – ostrzę sobie na nią ząbki już od jakiegoś czasu. Kevin Aucoin był niesamowitą postacią w świecie wizażu. W książce z roku 1997 są opisane techniki i looki, które u nas dopiero teraz stają się popularne (np. krycie brwi), są szczegółowe opisane kształty oczu czy ust oraz kolorystyka każdego z elementów makijażu. Muszę koniecznie ją zdobyć i zerknąć na jego podejście do tematu // ok. 40 zł (ciężko dostępna, nowa chyba nie do zakupienia)
7. „Face Paint. Historia makijażu” – Lisa Eldridge – ta książka to prawdziwa perełka, nie widziałam jeszcze takiej publikacji. Zbiór opowiadań o otaczającym nas świecie makijażu, w dodatku z pięknymi zdjęciami. Opisy są bardzo obszerne, nietypowe – bo oprócz przedmiotów jak np. szminka, mamy również historię powstania pigmentu czyli koloru – skąd on się bierze i gdzie w kosmetyku go znajdziemy. A do tego jeszcze co nieco o ikonach stylu danej epoki. Naprawdę warte przeczytania i zapamiętania. Merytorycznie jest doskonale przygotowana według mnie // ok. 50 – 60 zł
Dla zawodowców:
8. „Make Up Business #2” – Ilona Szalak, Ewelina Wadowska – jest to druga publikacja dziewczyn działających pod nazwą MUA.PL. Uważam, że warto się z nią zapoznać, ponieważ autorki opisują dużo rzeczy, szczegółów na które człowiek (artysta w przypadku wizażysty) może nie zwracać uwagi, nawet nie zdając sobie sprawy jak ważne mogą być. Jest o pracy wizażysty, o szlifowaniu swoich umiejętności, o tym aby się cenić i dlaczego powinno się cenić. Ponadto garśc wiedzy o marketingu, social media i parę inspirujących wypowiedzi od ludzi, którzy osiągneli sukces. Naprawdę przemyslana i przydatna myślę // ok. 30 zł
9. „Żyj, maluj, zarabiaj” – Magdalena Augustyniak – jest to tegoroczna premiera, zakupiłam ją niemalże od razu, zachęciła swoim opisem, który sugeruje dużo smaczków i informacji zza kulis wizażowego biznesu. Widać, że autorka bardzo dobrze przemyślała tą publikację, jednakże oprócz ciekawego wstępu o początkach i przebiegu jej kariery (ja lubię czytać takie historie) uważam, że książka jest dla bardzo, bardzo początkujących osób. Opisuje na czym polega zawód wizażysty, jak się za to zabrać krok po kroku, jak zbudować podstawowy kufer… Ładnie wydana, fajny wstęp, poza tym poznałam może ze dwie ciekawostki, o których faktycznie nie wiedziałam. Dobre – dla początkującego wizażysty 🙂 // 50 zł
10. „Jak zarabiać na makijażu” – Natalia Lendzion – malutka, niepozorna książka. Dość cienka, ale wiedza w niej zawarta jest tak skoncentrowana, że naprawdę jest warta przeczytania. A potem należy ją zostawić i wracać do niej. Po zgrabym wstępie o podstawach tego biznesu jest dużo dobrych rad na reklamę i rozwój, dlatego właśnie warto ją sobie zachować – otowrzyła mi oczy na kilka ważnych spraw // ok. 20 – 40 zł (ciężko dostępna, nowa chyba nie do zakupienia)
*książki postanowiłam wrzucić bez linku, bo wydaje mi się, że każdy ma swoje ulubione miejsce do kupowania książek. W końcu jest ich tak dużo, że można się pogubić. Ceny zmieniają się z dnia na dzień, więc nie ma opcji być na bieżąco z atrakcyjnymi ofertami.
Opcja Less Waste:
prezentownik2019(5)annajaszczmua
1. Wielorazowe waciki do demakijażu od Wielorazówka 
2. Rękawica do mycia i peelingu ciała ze sznurka konopnego od Wielorazówka – fajna „kieszonka”, do której można wrzucić mydełko i dobrze oczyścić skórę, wykonać od razu masaż. Nie dość, że oczyszcza skórę to jeszcze wspomaga walkę z cellulitem. Po zużyciu (czyli po ok 3-4 miesiącach) zamiast wyrzucać do kosza – wrzucamy do kompostu i nie ma po nas zanieczyszczonego środowiska 🙂 // 19 zł
3. Można od razu zaszaleć i kupić cały zestaw łazienkowy Wielorazówki. Znajdzie się tam kilka dobroci, taki można powiedzieć „zestaw startowy” dla osób, które chcą zrezygnować z plastiku, a niekoniecznie mają pomysł / lub wiedzą o np. patyczkach do uszu, które są bambusowe czy papierowe // 75 zł
4. Gąbka Konjak do twarzy np. z dodatkiem węgla bambusowego od Bebevisa. Jest to gąbeczka wykonana z całkowicie naturanych włókien (wytworzona z korzeni rośliny Konjak). Totalnie naturalna, nie zanieczyszczająca środowiska. Nadaje się do oczyszczania każdego rodzaju skóry, co ciekawe można ją używać samą, bez konieczności dokładania kosmetyku do mycia // ok. 13 zł
5. Bambusowa ściereczka do demakijażu Nacomi, czyli coś większego niż waciki, nadaje się do komfortowego wytarcia całej twarzy, po demakijażu, a przed oczyszczaniem. Warto mieć więcej niż jedną aby wygodnie użytkować na przemian. Więcej o ściereczkach po tym linkiem // ok. 15 – 16 zł
6. Naturalna gąbka roślinna do mycia ciała Luffa. Uzyskana z miąższu owocu zwanego gąbczakiem. Luffa to jednoroczna roślina występująca w Afryce i Azji. Gąbka działa jak peeling dla skóry – myje i oczyszcza nasze ciało, pobudza krążenie, zapobiega powstawaniu celulitu. Warto stosować regularnie // ok. 10 – 20 zł
7. Drewniana szczotka do włosów Khaja (PL) – np model Helena, jest ona najpopuarniejszym modelem, nadaje się do codziennego szczotkowania, sprawdzi się dla większości rodzajów włosów. Szczotki Khaja to polska ręcznie wykonywana robota najwyżej jakości. Są one popularne wśród włosomaniaczek 😉 // ok. 50 zł
8. Szczotka do masażu ciała na sucho np. LullaLove, wykonana bez grama plastiku, z drewna bukowego i włosia kaktusa agawy. Rączka jest bawełniana. Regularne szczotkowanie skóry zapewnia nam peeling, co za tym idzie lepsze krążenie i gładszą skórę, a to nie wszystko – zajrzyjcie na stronę producenta aby poczytać więcej // 49 zł
9. Wszystkie kosmetyki zaproponowane wyżej, które są w papierze albo szkle. Jeszcze lepsza opcja – kosmetyki w szkle od Iossi. Firma ta przyjmuje szklane słoiki oraz butelki po swoich kosmetykach do ponownego wykorzystania, ponadto daje od siebie podarunki do następnego zamówienia! ❤ więcej informacji tutaj: #ZeroWasteByIossi
10. Voucher na kurs tworzenia własnych kosmetyków naturalnych – nie trzeba będzie kupować gotowców w plastiku 😉 tutaj niestety nie polecę nic konkretnego, trzeba poszukać w zależności od lokalizacji.
A jeżeli masz pod swoim dachem profesjonalistę z zakresu makijażu, wizażu, charakteryzacji to weź tą osobę na wycieczkę w jakieś malownicze miejsce (typu Bieszczady, Mazury, bez zgiełku i tłumów) albo na masaż relaksacyjny (wskazany również masaż czy inne zabiegi SPA. Jeśli karty podarunkowe to na ciuchy. Jeśli wspólne wyjście to do teatru, kina, opery lub koncert.
Kolejna paleta ABH czy Huda może nie sprawić takiej radości jak pozbawiony bólu kręgosłup czy głowa wolna od klientek 😉 no – ewentualnie warto rozważyć zakup vouchera na szkolenie do któregoś makijażowego guru. Powyższe propozycje zaś można potraktować jako miły upominek lub fajny dodatek do większego prezentu.
Chętnie przeczytam o Waszych propozycjach na ten rok. Co Wy rozważacie podarować bliskim w tym roku?
*Oznaczenie marki Cruelty Free na podstawie wytycznych Happy Rabbit (tylko jej ufam w tym temacie, tak w 100%).
** Wpis nie jest sponsorowany, są to tylko i wyłącznie moje uwagi, doświadecznia, obserwacje.

I ostatnie – najważnieszje! A WAM KTO PRZYNOSI PREZENTY POD CHOINKĘ?! 😀

Jesienna pielęgnacja i kwasy – moje ulubione produkty

Zaczęliśmy już na dobre sezon jesienny – chociaż temperatura jeszcze do niedawna wcale na to nie wskazywała, obecnie jest dość lodowato na zewnątrz. Taka zmiana pory roku sugeruje nam też zmiany w codziennej pielęgnacji twarzy.
Zatem dzisiaj chciałabym przedstawić moje ulubione produkty z kwasami. Opowiem też co nieco o działaniu kwasów i dlaczego jest to dobry pomysł, aby takie kosmetyki włączyć do naszych rytuałów pielęgnacyjnych.

Zapraszam do dalszej części wpisu.

kosmetyki z kwasami Nacomi Sylveco The Ordinary Fitomed

Parę słów o pielęgnacji kwasami – dlaczego to jest dobry pomysł?

Paradoksalnie kwasy odpowiadają za „zniszczenie” naskórka, czyli ich zadaniem jest rozpuszczenie wiązań pomiędzy komórkami naskórka, co prowadzi do jego złuszczenia (nie tylko martwych warstw, ale również żywych). Najprościej mówiąc – chodzi o celowe zniszczenie skóry, aby pobudzić ją do procesów naprawczych i regeneracji. Dlatego kwasy powodują złuszczanie, czyli usuwanie zewnętrznej warstwy naskórka, dzięki czemu pozbywamy się martwych i zrogowaciałych komórek, a głębsze warstwy skóry są stymulowane do odnowy.

Kwasy nadają się do każdego typu cery – świetnie, prawda? 🙂
Najwięcej dobrego zrobią dla skóry: z przebarwieniami, trądzikowej, z bliznami, dojrzałej, wymagającej rewitalizacji. Aby dobrać odpowiedni kwas dla swojej skóry polecam wybrać się do kosmetologa. Specjalista obejrzy Waszą cerę i najlepiej doradzi składniki aktywne czy rodzaj kwasu, który możecie stosować. W gabinetach można skorzystać z zabiegów z użyciem kwasów i tę formę najbardziej polecam. Produkty o których opowiem poniżej nadają się do domowego użytku, co za tym idzie mają bardzo niewielkie stężenie procentowe danego kwasu i działają stosunkowo delikatnie, aczkoklwiek dzięki temu jest niewielkie ryzyko zrobienia sobie krzywdy tymi ogólnodostępnymi specyfikami.
Niezależnie od tego, jaki kwas wybierzemy, zawsze możemy spodziewać się działania rozjaśniającego przebarwienia i koloryt skóry, wygładzającego zmarszczki i blizny, zwężającego pory oraz eliminacji zmian trądzikowych i zaskórników.

Wspomnę tylko jeszcze, że mamy różne rodzaje kwasów, pełniące nieco inne od siebie funkcje, czyli:

  •  KWASY ALFA-HYDROKSYLOWE (AHA), polecane dla cer suchych, normalnych i dojrzałych, pozbawionych blasku, z przebarwieniami.
  • KWASY BETA-HYDROKSYLOWE (BHA), polecane dla cer trądzikowych, tłustych, z zaskórnikami, zanieczyszczonych.
  • KWAS POLIHYDROKSYLOWY (PHA), polecany dla cer wrażliwych, naczynkowych, pozbawionych jędrności.
  • KWAS LIPOHYDROKSYLOWY (LHA), polecany dla cer wrażliwych z wypryskami i trądzikiem.

Jeżeli chcielibyście poczytać więcej o pielęgnacji kwasami obszerniejszy opis ich rodzajów to dajcie znać w komentarzach 😉

A teraz przedstawiam moich ulubieńców oraz kosmetyki, o których czytałam pozytywne opinie i chętnie wypróbuję w najbliższym czasie.

sylveco tymiankowy żel do twarzy

1. Mój hit od paru lat – Sylveco – tymiankowy żel do twarzy (z kwasem jabłkowym, czyli AHA)
Żel, którym myję twarz rano i wieczorem, czasem zmieniam na używanie tylko wieczorem, a rano myję czymś innym. Producent pisze o nim: „Hypoalergiczny, oczyszczający żel do mycia twarzy z kwasem jabłkowym o aktywnym działaniu wygładzającym i rozjaśniającym. Zawiera bardzo łagodny, ale jednocześnie skuteczny środek myjący, który nie podrażnia nawet najbardziej wrażliwej skóry. Usuwa zanieczyszczenia i nadmiar sebum, delikatnie złuszcza martwy naskórek i reguluje procesy odnowy jego komórek. Żel został wzbogacony olejkiem i ekstraktem z tymianku, które posiadają właściwości przeciwzapalne i kojące. Systematyczne stosowanie pozwala zachować gładką, zdrową skórę o równomiernym kolorycie”. Uwielbiam go za lekką konsystencję, uczucie niesamowitej czystości skóry po umyciu (i bez uczucia ściągnięcia!). Oprócz tego, przy regularnym stosowaniu moja buzia jest dość gładka, wypryski szybciej się goją, a nowe pojawiają się rzadziej. Zapach ma bardzo specyficzny ze względu na tymianek – może mocno zniechęcić osoby nieprzyzwyczajone do naturalnych zapachów.

Bielenda Super Power Mezo Serum, aktywne serum korygujące

Jedyny produkt, którego obecnie nie mam w domu – Bielenda Super Power Mezo Serum, aktywne serum korygujące – źródło zdjęcia: bielenda.pl

2. Serum, którego zużyłam już dobre kilka butelek – Bielenda Super Power Mezo Serum, aktywne serum korygujące (z kwasem migdałowym czyli AHA oraz z kwasem laktobionowym czyli PHA). 
Ten produkt stosowałam zazwyczaj podczas jesiennej, wieczornej pielęgnacji. Na serum nakładałam zawsze krem nawilżający. Zaczynałam stosowanie od małych ilości, tylko punktowo, później nakładałam na całą twarz. Bielenda podaje, że: „(…) skutecznie podnosi jakość skóry z niedoskonałościami – mieszanej, tłustej, błyszczącej, szarej, z rozszerzonymi porami, z przebarwieniami, z widocznymi zmianami trądzikowymi. Delikatnie eksfoliuje, skutecznie redukuje błyszczenie skóry oraz zwęża pory, rozjaśnia przebarwienia, dodaje skórze blasku. Redukuje zmarszczki, doskonale wygładza, poprawia nawilżenie i jędrność skóry”. W zasadzie w dużej mierze zgadzam się z powyższym, dzięki niemu pozbyłam się zaskórników na nosie oraz przebarwień po starszych wypryskach.

The Ordinary Peeling kwasowy AHA 30% + BHA 2%

3. Niedawno zakupiony przeze mnie hit i nowość na rynku kosmetycznym – The Ordinary Peeling kwasowy AHA 30% + BHA 2%
Tutaj w składzie mamy zarówno kwasy alfa-hydroksylowe (glikolowy, mleczanowy, winowy, cytrynowy) w stężeniu 30% jak i kwas beta-hydroksylowy (salicylowy) w stężeniu 2%, ponadto kopolimer kwasu hialuronowego, witamina B5, czarna marchewka i pieprz tasmański. Taki skład działa na defekty skórne takie jak przebarwienia i zmarszczki, przyśpiesza gojenie wyprysków oraz wspomaga redukcję blizn i śladów potrądzikowych, a także poprawia koloryt, wpływa na produkcję kolagenu, zwiększa elastyczność i jędrność skóry, nawilża i wygładza. Sama prawda! Mamy tutaj znacznie większe stężenie kwasów niż w poprzednich kosmetykach, należy się z nim ochodzić ostrożnie, bo może szczypać wrażliwe skóry. Natomiast efet gładkiej jak pupa niemowlaka skóry gwarantowany. Warto spróbować, przy regularnym stosowaniu cera wygląda naprawdę gładko i promienieje. Pamiętajcie aby ostrzec domowników przed nałożeniem – peeling ten jest w kolorze czerwonym i śmiało można straszyć jako „Bloody Mary” 😛

Fitomed maseczka - peeling K+K

4. Świetny peeling w formie maseczki – Fitomed maseczka – peeling K+K (korund + kwas mlekowy (AHA)
W zasadzie nie wiem dlaczego nazwane jest to maseczką. Ja to stosuję jak każdy tego typu peeling, czyli nakładam na buzię i zostawiam na kilka minut. Używam tego rzadko, bo moja buzia jest po tym mocno zaczerwieniona (pradopodobnie winny jest tutaj korund), więc wystarczają mi niewielkie ilości i krótki czas aplikacji. Producent podaje, że ma ona działanie przeciwzmarszczkowe, złuszczające oraz rozjaśniające i poleca ją do cer mieszanych, tłustych, z trądzikiem, informuje, że nie poleca jej do cer suchych i wrażliwych, ani pod oczy. Działanie oczywiście potwierdzam, jednaże jest to dość mocny specyfik i trzeba sprawdzić na własnej skórze czy nas nie podrażni 😉

Nacomi Glow rozjaśniająco-złuszczające serum do twarzy

5. Kolejna nowość na rynku kosmetycznym – Nacomi Glow rozjaśniająco-złuszczające serum do twarzy (z kwasami AHA)
Obecnie używam go codziennie wieczorem, pod krem nawilżający. Ma przyjemną, lekką konsystencję, dobrze się wchładnia. Tutaj również obiecana jest poprawa skóry poprzez rozjaśnienie przebrawień, rozświetlenie, regenarację, nawilżenie. W składzie mamy kwas glikolowy i mlekowy, jak również ekstrakty roślinne i witaminy (witamina C, niacynamid czyli B3). Działanie produktu jest faktycznie zauważalne, buzia jest bardziej rozświetlona, bardziej miękka i nawilżona. Podoba mi się zestawienie tylu różnych składników.

Oprócz tego, chciałam szybciutko wspomnieć o dwóch produktach, które mam na oku i na liście zakupów:

  • The Ordinary Tonik Peelingujący z 7% Kwasem Glikolowym – czyli coś do tonizowania buzi, również zawierającego dobroczynne kwasy, do częstego stosowania. Podobny w asortymencie ma chyba Pixie ale z tego co czytałam, The Ordinary działa lepiej (działanie jest faktycznie zauważalne), w dodatku ma lepszy skład i dużo niższą cenę
  • Norel Dr Wilsz Tonik żelowy z kwasem migdałowym – znowu jak wyżej tonik, do częstego stosowania. Czytałam o nim wiele dobrego, nadaje się do wrażliwej skóry i działa bardzo skutecznie (muszę sprawdzić czy to prawda)

A Wy? Jakie są Wasze ulubione produkty z kwasami? Ulubione zabiegi w gabinecie? Może się skuszę na jakiś produkt, którego nie miałam okazji jeszcze przetestować. 🙂

 

91. ceremonia wręczenia Oscarów – nominowani w kategorii najlepsza charakteryzacja

We wtorek 22 stycznia 2019 Amerykańska Akademia Filmowa ogłosiła tegoroczne nominacje do Oscarów, najważniejszych hollywoodzkich nagród filmowych.

Liderami tego rozdania Oscarów są „Roma” Alfonso Cuaróna i „Faworyta” Yorgosa Lanthimosa. Obydwa te  filmy zebrały po 10 nominacji (w tym w najważniejszych kategoriach – dla najlepszego filmu, za najlepszą reżyserię i najlepszy scenariusz oryginalny).
Na liście nominacji znalazł się również polski film „Zimna Wojna”, ma szansę w aż 3 kategoriach (najlepszy film nieanglojęzyczny, najlepszy reżyser oraz najlepsze zdjęcia).
Jednakże  – z racji profilu bloga dzisiaj chciałabym się skupić na kategorii NAJLEPSZA CHARAKTERYZACJA 🙂 (czyli mowa o Make-up and Hairstyling).

Border (Granica)
Göran Lundström and Pamela Goldammer
Film w którym charakteryzacja jest prosta i rażąca jednocześnie. Dwoje pierwszoplanowych aktorów musiało przemienić się w kogoś pomiędzy człowiekiem, a kreaturą.
Charakteryzacje obejmowały nową skórę na twarzy – zmiana jej struktury oraz kształtów. Dodatkowo peruki.
Szczegóły tego procesu oraz więcej zdjęć można przeczytać (po angielsku) i obejrzeć na stronie: https://makeupmag.com/troll-models/
border_by_ali_abassi_still21c2a9meta_sparkkc3a4rnfilm_ab_2018
Eero-Milonoff-Eva-Melander-credit-AP
pamelagoldammer2
Mary Queen of Scots (Maria, królowa Szkotów)
Jenny Shircore, Marc Pilcher and Jessica Brooks
Film kostiumowy, gdzie zawsze spektakularny jest ubiór danych postaci oraz fryzury. Tutaj mamy do czynienia – z moim zdaniem – bardzo spektakularną przemianę Margot Robbie. Zaczyna się dość niewinnie od protezy nosa na pewno, delikatnej zmianie rysów twarzy. Następnie po chorobie struktura skóry ulega zmianie, zniszczeniu wręcz. Potem jest już tylko gorzej – czyli maskowanie wszystkiego pod grubą warstwą makijażu.
W ruch poszły również peruki, warto zwrócić na przepiękne fryzury w zasadzie dla wszystkich kobiet grających w filmie. Widziałam go i naprawdę polecam obejrzeć.
21696991.png781c6f80-58c4-4514-849a-4e75b002cf94MARY QUEEN OF SCOTS
Vice (Vice)
Greg Cannom, Kate Biscoe and Patricia DeHaney
Film przedstawia losy Dicka Cheneya, który był wiceprezydentem Stanów Zjednoczonych w czasie obu kadencji George’a W. Busha. Akcja produkcji rozpoczyna się w latach 60 – tak więc wszystkich aktorów należało dopasować strojami oraz fryzurami. Najbardziej spektakularną przemianę ma tutaj Christian Bale, który wciela się w główną rolę. Jest to kombinacja makijażu z protezami oraz perukami. Greg Cannom w wywiadach powiedział, że musiał użyć wszystkich narzędzi jakie ma oraz wszystkich swoich tricków.
O przemianach na przestrzeni lat można szczegółowo przeczytać tutaj (po angielsku): https://www.hollywoodreporter.com/behind-screen/how-vices-makeup-designer-turned-christian-bale-dick-cheney-1167894
christian_bale_in_full_makeup_as_dick_cheney_in_vice-split-h_2018
Vice

 

Osobiście najbardziej podobała mi się charakteryzacja w filmie „Maria, królowa Szkotów”. Jest ona uważam najciekawsza z nich wszystkich, do tego wymyślne fryzury i kostiumy tworzą spektakularną całość, jak również piękna, gładka i świetlista skóra Saoirse Ronan od której nie mogłam oderwać wzroku kiedy tylko pojawiła się na ekranie.
Uważam jednak, że statuetkę zgarną makijażyści pracujący przy filmie „Vice”, wydaje mi się że Akademia bardzo lubi pracę na protezach, ponadto  Greg Cannom jest bardzo cenionym makijażystą, wielokrotnie nagradzanym.
86thoscars_logo4
Co powinno wygrać Waszym zdaniem? 🙂
Czy jeszcze jakieś wiadomości powinnam tutaj uzupełnić?

Nowa marka na rynku kosmetycznym – IUNO Cosmetics

W zeszłym miesiącu, na targach w Warszawie (Beauty Forum oraz Beauty Days) miała miejsce premiera nowej, ciekawej i polskiej marki kosmetycznej…

Mowa tutaj o wegańskich kosmetykach IUNO.

Chcecie wiedzieć co o nich sądzę? Zapraszam do dalszej części wpisu, mam już kilka przemyśleń na ich temat.

fullsizeoutput_1e17

IUNO COSMETICS to rodzinna, polska marka. Została założona przez matkę i córkę, a obie piękne panie znam osobiście 🙂

„Kosmetyki IUNO nie zawierają żadnych składników pochodzenia zwierzęcego, nie zawierają silikonów i nie są testowane na zwierzętach. Produkty te skierowane są do świadomych kobiet, które swoimi wyborami prezentują przyjazny dla środowiska styl życia.” Możemy przeczytać na ich stronie.

Ponadto, tuż po debiucie otrzymały tytuł Kobiecej Marki Roku 2018.

Obecnie w ich asortymencie znajdują się:

  • 4 palety cieni do powiek (każda po 3 kolory)
  • bronzer
  • 2 rozświetlacze
  • 3 pudry prasowane

Wszystkie kosmetyki są zapakowane w eleganckie, marmurkowe opakowania z kartonu, co dla mnie jest ogromnym plusem, ponieważ zajmują niewiele miejsca oraz ważą niewiele – czyli idealne jako wyposażenie mojego kufra czy na weekendowy wyjazd.

Jeśli chodzi o paletki cieni do powiek, mam dwie ulubione, ze względu na kolorystykę.

Nie mają swoich nazw, jedynie numery, poniżej również ich zdjęcie. Obie mają cielisty matowy cień, do tego 304 ma cień złoto-rudy z drobinkami oraz ciemny brąz, ta druga – 302 ma różowy cień z drobinkami oraz bordowy mat.

fullsizeoutput_1e1e

Dobór kolorystyczny we wszystkich paletkach jest bardzo udany. Każdą możemy stworzyć dzienny look czy smokey.

Jeżeli chodzi o ich jakość to są one przyjemne w dotyku, miękkie. Pigment dość dobrze „łapie się” pędzla, potem ładnie przechodzi na powiekę. Na bazie pod cienie bez problemu utrzymuje się do samego wiecora bez zarzutu.

fullsizeoutput_1e16

Skład cieni do powiek:

fullsizeoutput_1e1f

Nasz makijaż możemy wykończyć pudrem prasowanym, dostępny jest on w 3 odcieniach. Puder jest bardzo aksamitny w dotyku, bardzo bardzo ładnie wygładza buzię. Natomiast trzeba uważać, ponieważ nie zgra się ze zbyt matującym / zastygającym podkładem, może zbyt buzię wysuszyć i spowodować dyskomfort. Ponieważ pudry te mają już swoje odcienie; nie są całkiem transparentne przez co mogą zmienić odcień podkładu. Polecam więc użyć jaśniejszego odcienia podkładu i dołożyć do niego kolor z pudru. Wtedy nie powinno być problemu z codziennym makijażem 😀

fullsizeoutput_1e19

Skład pudrów:

fullsizeoutput_1e20

Do nadania konturu naszej twarzy mamy do wyboru wegański bronzer oraz rozświetlacze w dwóch kolorach.

Bronzer jest w pięknym mlecznym odcieniu. Fajnie nada się dla bladziochów aby ocieplić buzię. Genialny na lato dla wszystkich typów kolorystycznych. Jego konsystencja jest podobna do pudrów. Dobrze się rozprowadza na buzi, jest trwały.

Rozświetlacze to prawdziwy sztos 🙂 rewelacyjnie wyglądają osobno lub zmieszane razem. Numer 01 to piękny szampański odcień, numer 02 jest w odcieniu bardziej starego złota. Nałożone w dużej ilości czy na mokro dają blask widoczny w kosmosie! Idealnie nadają się do efektu mokrej skóry. Serio!

Jedynym ich mankamentem jest dość duże osypywanie się produktu 😦 z tego co zostało mi przekazane, może to być związane z brakiem wosku pszczelego w składzie. Jednakże z tym składnikiem marka nie mogłaby być wegańska.

 

 

fullsizeoutput_1e1d

fullsizeoutput_1e1c

fullsizeoutput_1e1b

 

Na koniec dodam jeszcze, że kosmetyki są w przystępnych cenach (39 zł i 49 zł). Na ten moment moża je zakupić poprzez stronę internetową. Zerknijcie, kupcie i dajcie znać co sądzicie ❤

Ja jestem bardzo zadowolona.

https://iunocosmetics.com

 

Prawidłowa pielęgnacja cery – krok po kroku

Chciałabym dzisiaj przedstawić Wam sposoby no to, by skóra wyglądała pięknie i zdrowo, przez długi czas – czyli jak zapobiegać zamiast leczyć.

charisse-kenion-742981-unsplash

Osobiście w pielęgnacji bardzo lubię czerpać inspiracje z tych koreanskich sposobów, ponieważ uważam że Koreanki mają dużo racji w tym co robią.
Po pierwsze: leczyć, chronić i pielęgnować zamiast maskować – jestem za tym, że lepiej jest wyrobić sobie kilka nawyków i stosować je systematycznie (niewielkim nakładem czasu czy pieniędzy) niż później obudzić się z wielką bruzdą na czole, kurzymi łapkami, nosem w zaskórnikach itd. i w panice biec na zabiegi do gabinetów, które na pewno pomogą, jednak nie cofną wszystkich zmian.
Po drugie: regularna i prawidłowa pielęgnacja zapobiega starzeniu się skóry, dzięki temu nie trzeba się martwić wyżej wspomnianymi problemu, ponieważ one po prostu się nie pojawią. Azjatki pielęgnują cerę już od najmłodszych lat. Czasem ciężko rozpoznać czy ktoś ma 19 czy 40 lat. To chyba najlepsza recenzja 😉
Przejdźmy zatem do konkretów.
Zatem jakie kroki będą przydatne dla naszej cery?
  1. Demakijaż – powinien usunąć kosmetyki kolorowe, a także zanieczyszczenia – można go wykonać za pomocą olejku, sorbetu, mleczka lub płynu micelarnego.
  2. Oczyszczanie twarzy, kosmetykiem na bazie wody (konieczne jest pozbycie się ze skóry resztek po demakijażu) – najlepiej sprawdzają się delikatne żele lub pianki. Nie mogą zawierać alkoholu ani silnych detergentów. Polecam wykonać masaż, ponieważ powoduje on rozgrzanie skóry, dzięki któremu otwierają się pory a kosmetyk myjący ma szansę „wyciągnąć” to, co w nich zalega. Kobiety w Azji robią to bardzo subtelnie, okrężnymi ruchami. Ponadto uważają, że nie wystarczą 2 chluśnięcia wody, aby dokładnie zmyć zanieczyszczenia, ale co najmniej 10 (!).
  3. Peeling – złuszczanie naskórka jest bardzo ważne, ponieważ dzięki temu zapobiegamy powstawaniu zaskórników, cera nabiera świeżości, a przede wszystkim lepiej przyswaja substancje aktywne z kosmetyków. Na rynku mamy do wyboru peelingi ziarniste oraz enzymatyczne.
  4. Tonizacja – za pomocą toniku lub hydrolatu (osobiście wybieram to drugie). Po co nam tonizowanie? Żeby wyrównać pH skóry, zredukować uczucie ściągnięcia. Toniki oraz hydrolaty mogą działać przeciwzmarszczkowo, przeciwzapalnie, łagodząco, nawilżająco i na wiele innych różnych sposobów.
  5. Esencja, serum i ampułki – produkty do zastosowania przed nawilżaniem; esencja – to azjatycki wytwór, który można przyrównać do wodnistego serum napakowanego substancjami aktywnymi. Serum i ampułki to napakowany esktrakami i substancjami aktywnymi kosmetyk, ich skoncentrowana forma jest świetna na okresowe problemy skórne. Wszystkie z nich są przydatne, ponieważ posiadają wyższe stężenia substancji aktywnych, przez co pomagają osiągnąć jeszcze lepsze rezultaty w pielęgnacji.
  6. Maseczka, np. w płachcie – służą one głównie wzbogaceniu pielęgnacji i dostarczeniu skórze odmiennych substancji aktywnych. Bardzo lubię i polecam właśnie te w płachcie ze względu na wygodę użycia, ponadto taka maseczka maseczka nie wysycha, a zwilżona skóra lepiej wchłania składniki aktywne.
  7. Krem pod oczy (ja stosuję tylko na noc; na dzień na tę okolicę nakładam ten sam krem, który stosowałam na całą twarz) – skóra pod oczami jest cienka, ma płycej ukorzenione gruczoły łojowe, więc wymaga nieco innych składników. To sprawia, że łatwiej doprowadzić do ich zaczopowania: o ile zaczopowanie („zapchanie”) porów na twarzy skutkuje tylko pojawieniem się wyprysku, o tyle na okolicy oka pojawia się prosak, który niestety nie znika samoistnie- by się go pozbyć niezbędna jest pomoc dermatologa. To pod oczami najczęściej pojawiają się pierwsze zmarszczki, dlatego warto zadbać o skórę w tym miejscu wyjątkowo dobrze.
  8. Nawilżanie – jest jednym z fundamentów prawidłowej pielęgnacji, bez tego nasza cera nie będzie wyglądać dobrze. Bo nawilżanie to nie tylko dobry krem. Ba, to nie tylko kosmetyki, ale też odpowiednia dieta. Szukajcie w kosmetykach takich substancji jak gliceryna (przy skłonnościach do zapychania się porów raczej unikajmy), ekstrakty roślinne czy kwas hialuronowy. Kosmetyk na dzień powinien nie tylko nawilżać ale także współgrać z makijażem, powinien również chronić przed czynnikami zewnętrznymi (mam na myśli głównie krem z filtrem UV), zimą najlepiej wybierać kremy o gęstszych, bogatszych konsystencjach, by chronić skórę przed mrozem.
  9. Oleje, czyli 100% substancji aktywnych – wielofunkcyjne z tego względu, że każdy olejek jest inny i daje inny efekt. Czasem nakładam sam olej na buzię na noc, czasem kropelkę albo 2 dokładam do kremu (jest to dodatek do pielęgnacji i nie zastępuje całkowicie kremu nawilżającego, bo oleje same w sobie nie nawilżają a jedynie tworzą warstwę ochronną dzięki czemu to nawilżenie nie ucieka). Można smarować ciało i włosy albo wykonać mieszankę do metody OCM.
Rano:
  • myjemy buzię —> delikatny żel / pianka do mycia
  • tonizujemy —> tonik / hydrolat
  • nawilżamy —> krem nawilżający na twarz + krem pod oczy + krem z filtrem UV (ja osobiście nie zawsze wklepuję jako osobne kremy, tylko np. krem nawilżający z filtrem na całą twarz, w tym również wokół oczu)
Wieczorem:
  • zmywamy makijaż —> olejek myjący / płyn micelarny / sorbet / mleczko
  • myjemy buzię —> delikatny żel / pianka do mycia
  • tonizujemy —> tonik / hydrolat
  • nawilżamy —> krem nawilżający na twarz + krem pod oczy + może być esencja / serum / olejek
Dodatkowe kroki (nie stosujemy codziennie lub codziennie i przerwa)
  • peeling – aby umożliwić skórze prawidłowe zachowanie jej funkcji, powinno się wykonywać peeling maksymalnie 1x w tygodniu lub nawet rzadziej. Jednak wykonywanie peelingów nie powinno być rzadsze niż 28 dni.
  • maseczka w płachcie – skóra będzie lepiej nawilżona, odżywiona. warto je nakładać „w dzień peelingu”, ponieważ skóra będzie oczyszczona, przez co lepiej wchłonie składniki odżywcze i maseczka da lepsze efekty
  • esencja, serum i ampułki – mniej więcej 2x w tygodniu, ponieważ stosowane zbyt często (np. codziennie) mogą doprowadzić do pogorszenia stanu cery: podrażnienia, nadreaktywności, zwiększenia łojotoku i nasilenia wyprysków- dzieje się tak, ponieważ zbyt mocno stymulowana skóra zaczyna się bronić. Dlatego nie warto przesadzać z serum, bo przyniesie to skutek odwrotny od zamierzonego.
  • oleje – należy pamiętać, że każdy olej jest mieszaniną przeróżnych związków aktywnych dających różne działanie. Dlatego też jeden olej może być dedykowany różnym typom cery. Tak na prawdę metodą prób i błędów każda z nas dojdzie, który olej jest dla nas najbardziej odpowiedni. Moi ulubieńcy to kokosowy, ze słodkich migdałów, z pestek malin, tamanu.
Powyższe kroki polecam stosować wieczorem, tak aby już nie nakładać na to makijażu (skóra po peelingu może być nieco bardziej wrażliwa na podkład, a znowuż po serum czy oleju podkład może się ślizgać , bądź warzyć). Ponadto skóra regeneruje się w nocy, dlatego to idealny czas na dodatkowe kroki opisane powyżej.
Oraz… Każdy z tych kroków to bardzo rozległy temat, każdemu mogę poświęcić osobny wpis – i chyba tak zrobię, wraz z propozycjami konkretnych kosmetyków, ponieważ ich wybór również wpływa na jakość pielęgnacji i naszą cerę.
Które zagadnienie zainteresowało Was najbardziej?
Jaką pielęgnację Wy stosujecie?